niedziela, 18 stycznia 2026

nowy rok - stary ja!

 Niesamowite, ten blog istnieje już ponad 17 lat. Oczywiście istnieje tylko teoretycznie - po pierwsze primo- prawie nic tu nie piszę, a po drugie primo - siłą rzeczy nikt tu nie zagląda. 

To ostatnie akurat mi się podoba. 

Ostatni rok był kiepski. I to zarówno pod względem czytelniczym jak i wieloma innymi względami. Nowy 2026 - zapowiada się jak dotąd jeszcze lepiej. Za to postanowiłem, przynajmniej częściowo zbojkotować część współczesnych social-mediów. Powody, i to zarówno polityczne jak  i osobiste wydają się dość oczywiste, przynajmniej w tej chwili. Za kilka lat być może tak jasne nie będą. Mam przynajmniej taką nadzieję. 

W każdym razie postaram się wrócić to tej, jakże archaicznej formy komunikacji w Internecie (wiem, wiem, nikt tego nie czyta więc o jakiej komunikacji mówimy - HA!), oczywiście o ile wielkie G nie postanowi utłuc blogera, lub coś innego nie postanowi utłuc wielkie G, lub też coś nie postanowi utłuc mnie co z tych wszystkich opcji jest w tej chwili najbardziej prawdopodobne. 

W każdym razie, postaram się przeczytać w końcu książki które od miesięcy lub lat usiłuje bezskutecznie przeczytać i coś tu o nich napisać. Można powiedzieć że to takie moje postanowienie noworoczne. Zobaczymy czy coś z tego wyniknie. 

Krótka lista niedokończonych pozycji (kolejność przypadkowa):

- "Całkiem zwyczajny kraj"

- "Rozdroże kruków"

- "Serotonina"

- "Topiel"

- "Triumf owiec"

trzymajcie za mnie kciuki moi wirtualni nie-czytelnicy. 


piątek, 27 maja 2022

Trzech panów w łódce - -po raz kolejny

 Czytałem kiedyś już tą książkę i chyba nawet mi się podobała. Teraz przeczytałem ją po raz kolejny i nadal mi się podoba ale już nieco mniej. 

Faktycznie jest to coś w rodzaju dziewiętnastowiecznego przewodnika dla miłośników żeglowania po Tamizie w związku z czym składa się z części anegdotycznej - czyli opisu podróży trzech dżentelmenów łódką wraz z psem oraz "przewodnikową" napisaną nieco za bardzo poetyckim językiem i mniej ciekawą od tej pierwszej. 

Gdy pierwszy raz czytałem tą książkę nie zwróciłem uwagi że wszyscy jej bohaterowie są stosunkowo zamożni - może nie jakość szczególnie bo pewnie gustowaliby wtedy w innych rozrywkach niż pływanie łódką po rzece, a jednak to przedstawiciele czegoś w rodzaju ówczesnej klasy średniej co pewnie nieco ogranicza samego autora i w pewnych miejscach jest dość widoczne. 

Lektura warta odświeżenia choć czy będzie mi się chciało próbować przeczytać ją w oryginale, nie jestem pewien. 

sobota, 27 lutego 2021

"Statystycznie rzecz biorąc" Janina Bąk


 Książka którą chyba każdy przeczytać powinien choć nie każdemu się spodoba, głównie przez styl  który, przypomina nieco styl wiewiórki z ADHD. Takiej która biega jak szalona od tematu do tematu, bo mamy tu jednocześnie tematy stricte związane ze statystyką przeplatane ze wspomnieniami autorki z pracy dydaktycznej na uniwersytecie w Irlandii. Choć,  jako że, wywodzi się z ogólnie pojętej blogosfery (https://janinadaily.com/) może tu nieco tłumaczyć. 

Nie mniej temat jest dość ważki i bardzo aktualny, zwłaszcza że tematy związane z epidemiologią (choć książka napisana została przed tym całym zamieszaniem z COVID) jest poruszany często, podobnie jak kwestie tego jak czytać i interpretować dane statystyczne. I dlaczego sporo osób, nie tylko związanych z mediami i polityką wiadomo lub nie robi to nie prawidłowo. 

środa, 13 stycznia 2021


 Książka, którą jako jedną z niewielu udało mi się ostatnio skończyć czytać, może dlatego że jest to raczej zbiór krótkich opowiadań, esejów, krótkich form (?). Było to dla mnie zarówno ciekawe jak i miejscami trudne do przełknięcia, i to mimo że miałem nieco odczynienia z botaniką i drzewami i to zarówno w teorii jak i w praktyce. Ale nie jestem w stanie powiedzieć czy dla kompletnego laika będzie to strawna lektura. Co za to jestem w stanie powiedzieć? 

Że autorka pasjonuje się tym, co bada w swojej pracy naukowej i tej pasji jej zazdroszczę bo sam chyba nigdy jej nie miałem. 

Że jest to książka w zdumiewającym stopniu poświęcona śmierci i temu, dlaczego dla roślin jest ona niezbędna do życia. 

Że można się z niej dowiedzieć naprawdę wiele o drewnie i tym dlaczego jest ono takie fascynujące. Podobnie z resztą jak mchy i pokrzywy. I włoski dyni. 

I że chciałem obejrzeć film  autorki książki ale kompletnie o tym zapomniałem do do tej chwili :) 



 




piątek, 7 kwietnia 2017

Coś się kończy, coś zaczyna

Właśnie zdałem sobie sprawę, że piszę tego bloga już prawie osiem lat. W tym czasie kilka razy zmieniałem platformę, z wordpressa na blogspott i z powrotem, nie udało mi się zdobyć żadnego czytelnika (choć to ostatnie akurat było w planach) a teraz, dodatkowo zmieniłem nazwę bloga z winniczka na bardziej pasujące bo związane z pastwiskiem.

Co nasunęło mi na myśl zbiór opowiadań napisanych przez Sapkowskiego, który ostatnio próbowałem przeczytać, choć nawet nie miałem go w rękach - "Coś się kończy, coś zaczyna". Właściwie, przeczytałem z niego tylko tytułowe opowiadanie, "W leju po bombie" i "Doskonałe popołudnie" - to ostatnie było w innym zbiorze opowiadań na temat kotów.

"Coś się końćzy..." jest opowiadaniem stanowiącym podsumowanie sagi wiedzmińskiej.. choć napisanym nie na poważnie lecz najprawdopodobniej dla żartu, jego wątkiem przewodnim jest ślub Geralda i Jenefer co jest pretekstem do zgromadzenia w jednym miejscu niemal wszystkich najciekawszych postaci, zarówno z sagi jak i poprzedzających jej opowiadań.

"W leju po bombie" rewelacyjna wariacja na temat najnowszej chistorii, polski.. wersja alternatywna w której trawa wojna o Białystok między siłami Polski, Niemiec i Litwy i wielu innych jest cudownie absurdalna, a zarazem w pewnym stopniu nawet nie tak bardzo oddalona od obecnej rzeczywistości na wschodzie Ukrainy, w Syrii i wielu innych miejscach na ziemi.

"Doskonale popołudnie" z kolei jest wariacją na temat Alicji w krainie czarów.

Pozostałych opowiadań nie czytałem ale może kiedyś wpadną mi w ręce.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Miesiąc pozytywnego myślenia

Niemal miesiąc temu temu podjąłem postanowienie, że na Facebooku będę publikować tylko pozytywne posty i komentarze. Postanowienia, jak to zazwyczaj bywa w przypadku postanowień, nie udało się zrealizować ale ten eksperyment pozwolił mi na wyciągnięcie ciekawych wniosków. 

Oczywiście są to wnioski ciekawe wyłącznie dla mnie. 

Po pierwsze... w porównaniu z poprzednim miesiącem liczba postów zmniejszyła się o 75%. Liczba postów pozytywnych, pozostała mniej więcej bez zmian, podobnie jak postów które określiłbym jako.. hm.. neutralne. Za to wpisy nacechowane negatywnie wynosiły miesiąc temu około 63%. Teraz, jest ich zaledwie 1/3.  
Podobne zasady starałem się zachować w innych swoich twarzoksiążkowych interakcjach, zwłaszcza w komentarzach. Efektem było zmniejszenie liczby komentarzy... w większości tych złośliwych i lekko trolujących. Oczywiście nadal zauważam głupotę innych ludzi oraz to, że często starają się nią dzielić z innymi ale chyba udało mi się zrozumieć, że ...

środa, 9 marca 2016

Nic zwyczajnego

Książkę "Nic zwyczajnego" o Wisławie Szymborskiej, napisaną przez jej wieloletniego sekretarza Michała Rusinka czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Lecz ciężko z niej coś bardzo konkretnego zapamiętać, jako że składa się praktycznie głównie z anegdot.

Słowo anegdota jest z resztą kluczowe dla tej książki, sama poetka gdy nie chciała odpowiadać na zbyt intymne pytania dziennikarzy uciekała się do anegdoty a ze światem zewnętrznym komunikowała się za pomocą wierszy.

 Nie znaczy to że była odludkiem, według Rusinka miała niezwykłą zdolność do "zaprzyjaźniania się", choć jej grono prawdziwych przyjaciół było bardzo wąskie, i wraz z kolejnymi latami (a książka obejmuje czas od przyznania Szymborskiej nagrody nobla do jej śmierci) z powodów czysto biologicznych grono to robiło się coraz węższe.

Do jej znajomych należeli jednak ludzie niezwykli, Herbert, Miłosz, Eco. Krąg osób z którymi była w pewien sposób związana, choć nigdy osobiście się z nimi nie spotkała też był intrygujący i zawierający zarówno Woodego Allena jak Andrzeja Gołotę.

Książka też, podobnie jak sama poetka pełna nieco ironicznego humoru, lecz bez sarkazmu i zgorzknienia, mimo tego, że reakcja na jej nagrodzenie w śród niektórych rodaków, zwłaszcza tych nazywających się "prawdziwymi polakami" nie zawsze była pozytywna.


Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale tez nic lepszego nie ma na mogile
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy.
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę.

nowy rok - stary ja!

 Niesamowite, ten blog istnieje już ponad 17 lat. Oczywiście istnieje tylko teoretycznie - po pierwsze primo- prawie nic tu nie piszę, a po ...