Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez kategorii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez kategorii. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2013

Jak czytać panie premierze?

Pytanie w jaki sposób czytać książki jeszcze kilka lat temu nie miało by wielkiego sensu. Urządzenia umożliwiające odtworzenie elektronicznych wersji były duże, drogie i szkodliwe dla wzroku. W tej chwili dzięki pojawieniu się technologii E ink sytuacja zmieniła się diametralnie i jedyną barierą, poza pieniędzmi aby zrezygnować z papierowych wersji książek jest przyzwyczajenie.



Nie mam nic do książek papierowych, powiem więcej - uważam że w pewnych wypadkach ta forma jest ciągle najlepsza, chociażby w sytuacji gdy jakiś tekst nie jest czytany od początku do końca ale często "skacze się" po rozdziałach, jak w przypadku podręczników. Pewnie w takim wypadku znacznie lepszym rozwiązaniem był by tablet, ale ekrany w tabletach znacznie bardziej męczą wzrok.
Przewagę czytników nad papierowymi książkami widać zwłaszcza gdy czyta się w niezbyt komfortowych warunkach, na przykład w komunikacji miejskiej. Podróżowanie z urządzeniem wielkości zeszytu jest znacznie wygodniejsze niż z opasłym tomiszczem, takim jak na przykład "Lód" Dukaja, a czytnik znacznie łatwiej chwycić jedną ręką. Już nie wspominam o sytuacji, gdy lecimy gdzieś samolotem. Jeśli ktoś podróżuje często samochodem to audiobooki może są lepszym rozwiązaniem, ich przesłuchanie zajmuje jednak o wiele dłużej niż przeczytanie książki, w dodatku jeśli nie ma się dobrych słuchawek to słuchanie ich w starym wagonie metra czasami nie jest wykonalne.

Jednym z moich marzeń jest posiadanie we własnym oddzielnego pomieszczenia na bibliotekę. Żeby te nieszczęsne książki nie pałętały się po całym domu, i jeszcze zamknięte szczelne regały z przeszklonymi szybami żeby nie trzeba było ich ciągle odkurzać. Ale niestety rzeczywistość jest nieco inna, bo jak napisał Pratchett, nigdy nie ma wystarczająco dużo miejsca na półkach. Na półkach u mnie w domu zabrakło tego miejsca już jakiś czas temu a że nie mam na razie zbyt dużych szans na powiększenie przestrzeni życiowej czytnik książek okazał się prawdziwym wybawieniem. Dzięki niemu mogłem pozbyć się książek do których zaglądałem bardzo rzadko a pozostawić na półkach moje ulubione.

Czytnik który kupiłem był jednym z tańszych na rynku, pomimo nobliwej marki 'Prestigio', okazał się jednak zadziwiająco dobry oraz trwały - zaliczył już dwumetrowy zakończony lądowaniem 'na twarz' na betonie, pomimo pewnych otarć wystarczyło powpychać niektóre części do środka, a jedyną która odmówiła posłuszeństwa były słuchawki, co pozostawiło mnie w nieutulonym żalu bo również były fajne a nigdzie takich kupić nie mogę.
Zakup czytnika pozwolił mi na pozbycie się niektórych papierowych książek i pozostawienie tylko tych które lubię i do których dość często wracam. Urządzenie, bez karty pamięci pozwala przechować kilka tysięcy książek a bez ładowania można przeczytać 2-3. Jedyne co mnie irytuje to sposób ładowania - do zestawu dołączony był jedynie kabel usb - według instrukcji ładowanie powinno trwać około 4 godziny. Zdecydowanie przydała by się jakaś ładowarka.

Ten wpis zainspirowany był wieloma obrazkami pojawiającymi się w internecie sugerującymi że książki papierowe są o wiele lepsze niż elektroniczne. Jakie jest moje zdanie w tej kwestii - myślę że widać, ale muszę poruszyć kilka kwestii które przy korzystaniu z elektronicznych książek są wyjątkowo irytujące. Bardziej dotyczy to jednak polskiego rynku książki niż samych czytników. Po pierwsze primo - w Polsce wiele pozycji trudno kupić w wersji elektronicznej. Doprowadziło to do pojawienia się w internecie "piractwa" książkowego - książki zeskanowane i przeniesione do elektronicznej wersji dzięki programom do rozpoznawania tekstu. W dodatku wydawcy i dystrybutorzy często wolą wydać pieniądze na prawników aby usunąć nie do końca legalne kopie z internetu niż sami zająć się wydaniem takowego, dystrybutorzy z kolei biorąc przykład z psa ogrodnika pozywają się wzajemnie do sądu żeby uniemożliwić wejście na rynek konkurencji, deklarując że w prowadzą sami taką usługę... kiedyś...  może... jak im się będzie opłacać.   Gdy jakimś cudem uda nam się znaleźć książkę którą szukamy pojawia się kwestia ceny - VAT na ebooki wynosi prawie czterokrotność VATu na książki papierowe, więc pomimo że koszty druku, transportu czy przechowywania są o wiele mniejsze za książkę elektroniczną często trzeba zapłacić więcej niż za papierową. I to za wersje wyposażoną dodatkowo w DRM, co w mojej wersji czytnika praktycznie uniemożliwia korzystanie z takiej oferty (oprogramowanie w nowszych czytnikach Prestigio jest już do tego dostosowane). To chyba Sapkowski, albo może Dukaj w jednym ze swoich wywiadów powiedział że jeśli ludzie nauczą się języka angielskiego to polskie wydawnictwa, zwłaszcza te koncentrujące się na książkach tłumaczonych mogą dość szybko upaść. W wypadku e-booków jest to chyba jeszcze bardziej prawdopodobne, ale skoro sprzedający nie są zainteresowani pieniędzmi klientów to jest to tylko i wyłącznie ich problem.

sobota, 16 lutego 2013

"Wielki Santini" Conroy Pat

Jedna z książek którą wpadła mi w ręce akurat w momencie gdy była mi potrzebna, podobnie z resztą jak w swoim czasie "Rzeźnia numer pięć" czy "Paragraf 22". Jest to książka o rodzinie pilota wojskowego Bulla "Byka" Meechuma, rodzinie zdominowanej przez apodyktycznego i skłonnego do przemocy ojca. Najbardziej zaznaczona jest relacja pomiędzy ojcem i synem, w której ten pierwszy zachowuje się często mniej dojrzale prowokując do rywalizacji która kończy się niezbyt szczęśliwie (syn namówiony przez ojca fauluje w trakcje zawodów sportowych swojego rywala przez zostaje wyrzucony z drużyny). Z drugiej strony w książce tej, jest dużo humoru, a sam Byk, pomimo że pod pewnymi względami jest skończonym sukinsynem bez wątpienia kocha swoją rodzinę i w kryzysowych sytuacjach potrafi pokazać swoją lepszą stronę. Zakończenie tej książki jest w pewnym sensie smutne, ale nie do końca właściwie tak jak w życiu.

wtorek, 12 lutego 2013

"Antybaśnie" - Marcin Wolski

Zabawa z baśniowymi jest wśród pisarzy związanych z gatunkiem fantasy popularna, pojawia się chociażby w wiedzmińskim cyklu Sapkowskiego czy też, w książce w zbiorze opowiadań "M jak magia" Gaimana. Na tym tle książka Marcina Wolskiego wypada nie najgorzej. Jest to zbiór, a raczej cykl opowiadań których akcja toczy się w baśniowym świeci Armirandy, w czymś w rodzaju równoległego świata do naszej ziemi, do którego można się przedostać do naszego świata o ile oczywiście ktoś zna drogę albo zabłądzi i trafi do niego przypadkiem. W świecie Armirandy rządzą prawa baśni, które mogą sprzyjać lub też nie pojawiającym się bohaterom, a mamy tutaj standardową złą królewnę śnieżkę, smoka który jest miłośnikiem literatury (to zamiast dziewic), kopciuszka- przedstawiciela ludu pracującego; królewnę-nimfomankę na szklanej górze (która jest szklanym dołem ze względu na błąd robotników przy odczytywaniu planów) czyli generalnie seks, przemoc i polityka. Poziom poszczególnych opowiadań bywa różny, ale czyta się to dość przyjemnie oczywiście jeśli komuś odpowiada tego typu humor.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Hobbit

Niedawno, przynajmniej niedawno w Polsce bo poza jej granicami już ponad miesiąc temu do kin weszła pierwsza część Hobbita. Postanowiłem sobie z tej okazji odświeżyć tą książkę, bo choć w swoim czasie byłem wielkim fanem prozy Tolkiena to tej akurat pozycji nawet nie mam na półce (ktoś chyba porzyczył i nie oddał). Mniejsza z tym, w każdym razie wersja którą dorwałem jest akurat po angielsku i powiem że czyta to się bardzo przyjemnie. Może chodzi o to że mój angielski nie jest zbyt dobry, a ta książka jak by nie było skierowana jest dla dzieci więc język jest stosunkowo prosty. Wydaje mi się że w polskim tłumaczeniu ginie spora część humoru, bo jest to książka bardzo lekka, w odróżnieniu od filmowej wersji, bardziej dopasowanej klimatem do Władcy Pierścieni - co z resztą nawet pokrywa się z intencjami autora - pierwotnie Władca Pierścieni miał być kontynuacją Hobbita, ale trochę to Tolkienowi nie wyszło - i dzięki temu otrzymaliśmy książkę będącą kamieniem milowym dla gatunku a przynajmniej dla jego popularności na świecie.. Ale wracając do tematu - film widziałem i zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie choć jest strasznie (nieco za bardzo długi), tylko obawiam się że ktoś kto po po jego obejrzeniu zechce sięgnąć do książki może się nieco rozczarować, a szkoda bo choć nie ma w niej tyle akcji co w wersji filmowej jest z pewnością bardziej chm.. bajkowa.

wtorek, 17 lipca 2012

"InterŚwiat"

Książka Niela Gaimana i Michaela Reavesa pierwotnie miała być filmem albo serialem, i to niestety widać. Fabuła przypomina nieco pilot serialu, na początku bardzo długie wprowadzenie, potem trochę akcji i zakończenie w niezbyt satysfakcjonującym momencie. Ale jeśli pominąć te niewielkie niedogodności samą książkę przyjemnie się czyta. Jak zwykle w przypadku Gaimana mamy tu nieco fantastyki, grozy wymieszanej z sience-fiction . Mieszkający w niewielkim amerykańskim mieście Joey Harper jest przeciętnym nastolatkiem a jego jedyna niezwykła cecha to kompletny brak orientacji przestrzennej. Joey potrafi zgubić się dosłownie wszędzie, nawet we własnym domu. Pewnego dnia odkrywa że jest w stanie przenosić się do alternatywnych światów, co ściąga na niego niebezpieczeństwo ale jednocześnie umożliwia prażycie niezwykłych przygód.

wtorek, 20 grudnia 2011

"Ogród kości"

O książkach Tess Gerritsen chciałem napisać kilka słów nieco wcześniej ale jakoś nie miałem do tego wystarczającej motywacji. A przeczytałem ostatnio dość dużo kryminałów tej autorki, głównie z cyklu w którym głównymi bohaterkami były lekarz medycyny sądowej Maura Isles, oraz Jane Rizolli, detektyw z Bostońskiej policji, oraz mniejsze lub większe stado seryjnych morderców.
Ogród kości jest nieco inny, może dlatego że trup nie ścieli się tutaj tak gęsto, a może ze względu na czas akcji. Przekopując zachwaszczony ogród w swym nowo kupionym, lecz bardzo starym domu Judlia Hammil natyka się na kości kobiety. Wezwana na miejsce policja odkrywa że została ona zamordowana, jednak nie rozpoczyna poszukiwań ponieważ pochodzą one z połowy XIX wieku więc szansa wykrycia żywego sprawcy jest raczej znikoma. Po pewnym czasie z Hammil kontaktuje się krewny poprzedniej właścicielki domu, twierdząc że ma informacje o tym skąd w ogródku wzięły się zwłoki. Historia ta sięga roku 1830 gdy w bostonie działał seryjny zabójca. O morderstwa został oskarżony ubogi student medycyny ale sprawa, jak się okazuje była znacznie bardziej skomplikowana.
Jedną z ciekawszych stron tej książki jest dość ciekawy, ale również mocno makabryczny opis początków rozwoju współczesnej medycyny w którym duże znaczenie miały doczesne szczątki ludzi, pozyskiwane często w dość niekonwencjonalny sposób, łagodnie rzecz ujmując.

Tego się nie da przeczytać...

Podejrzewam, że każdy nałogowy książkożerca trafił w swoim życiu na kilka pozycji, które za cholerę nie potrafił strawić. Nie chodzi mi tutaj o pozycje tak beznadziejnie napisane, że po odłożeniu na półkę (albo do kosza na śmieci) natychmiast się o nich zapomina. Mam raczej na myśli książki dobre, albo nawet uchodzące za arcydzieła. Powoduje to u mnie niewielką frustrację. Bo może jestem za mało inteligientny żeby je zrozumieć?
Na szczęście nie tylko ja miewam takie problemy. Trafiłem kiedyś w którejś książce Josepha Hellera informacje, że również on nie był w stanie przebrnąć przez "Ulissesa" Jamesa Joyce'a. Z kolei z "Moby Dickiem", no cóż może jestem przesądny ale za każdym razem gdy próbuje go przeczytać ląduje w łóżku z jakąś paskudną chorobą (mam tu na myśli infekcję, nie kobietę.
"Jedzmy, wracajmy" - ten zbiór opowiadań Odojewskiego również nieco mnie męczy,niektóre z opowiadań są na prawdę poruszające ale ten styl mnie dobija, często po przeczytaniu kilku pierwszych słów przeskakiwałem na koniec zdania, nie mogąc znieść tych wszystkich wypełniaczy.

...

środa, 7 września 2011

Arkadija i Borysa Strugacki "Piknik na skraju drogi"

Kolejna książka przeczytana po obejrzeniu filmu, chociaż "Stalkera" Tarkowskiego nie byłem w stanie zmęczyć. Trzeba przyznać że książka jest nieco bardziej strawna (być może można ją przeczytać nieco szybciej niż trwa film.. tak mi się wydaje).
Akcja toczy się po opuszczeniu Ziemi przez Obcych. Dlaczego się na niej zjawili nie wiadomo, jedyne co jest pewne że zostawili po sobie niezły bałagan, na szczęście ograniczony do kilku niewielkich obszarów na naszej planecie. I właśnie dzięki jednemu z tych obszarów utrzymują się stalkerzy, nielegalni poszukiwacze artefaktów, śmieci pozostawionych przez kosmitów sprzedający je na czarnym rynku. Jest to jednak bardzo ryzykowne zajęcie, nie tylko ze względu na uzbrojonych strażników pilnujących strefy, sama strefa jest śmiertelnym zagrożeniem.

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=URlc5tutra8&w=420&h=315]

Witold Gombrowicz "Pornografia"

Kolejna książka przeczytana w kilka lat po obejrzeniu filmu. W sumie tylko do tego chce się tutaj odnieść, film Kolskiego, faktycznie nie jest taką dokładną ekranizacją ale dość dobrze oddaje ducha całej powieści, choć może wątek obozów koncentracyjnych jest trochę niefortunnie dodany, jakby w celu wytłumaczenia motywów jednej z postaci. W trakcie czytania tej książki miałem, chm.. miejscami nieco niesmak taki jakiś.. Ale ciekawa, trzeba przyznać...

Wiktor Suworow "Akwarium"

Książka ponoć autobiograficzna. Nie wiem na ile rzeczywiście oparta jest na faktach ale robi wrażenie. Natrafiłem kiedyś na odcinek serialu, czy filmu zrealizowanego na podstawie tej książki, leciało to bodajże na  TV Polonia. Autor opisuje szkolenie które przeszedł w radzieckich służbach wywiadowczych i swoją prace jako agent GRU w Austrii, zakończoną ucieczką do Wielkiej Brytanii. Taka średnio ciężka lektura, w sam raz na drogę.

wtorek, 8 lutego 2011

Co to jest bestseller? - "Sprawiedliwość owiec" Leone Swann


Odpowiedź jest banalna - książka która sprzedała się bardzo dobrze. Nie znaczy to jednocześnie że jest to bardzo dobra książka (chociaż nie znaczy również że nie jest.  "Sprawiedliwość owiec" Leone Swann, jak dowiedziałem się bestsellerem była i to już w roku ukazania się, czyli w 2006. Co więcej kontynuacja tej książki, która na polskim rynku ukaże się niebawem również zapowiada się bestsellerowato. A to nie dobrze bo może się okazać że przeczytam kontynuacje przed opisaniem tej książki na blogu. Nie to żeby to kogokolwiek obchodziło, jedynie może się okazać że potem, nie będzie mi się chciało.

Za restauracją czaiła się ciemność. A w tej ciemności czaiły się trzy owce.


Powieść (ta pierwsza, ale druga też) reklamowana była jako "kryminał filozoficzny". Kryminał jest to niewątpliwie - stado owiec - pod przywództwem niezwykle inteligentnej Panny Marple (skojarzenie z Agatą Christi jak najbardziej uzasadnione) prowadzi śledztwo w sprawie śmierci swojego pasterza. Sprawa okazuje się bardziej skomplikowana niż początkowo się wydaje, zwłaszcza dla owiec które by rozwikłać zagadkę muszą zrozumieć na jakiej zasadzie funkcjonuje ludzkie stado. Pomaga im w tym doskonały węch oraz praca zespołowa, choć jednocześnie wszyscy dookoła są podejrzani - wśród owiec bowiem są Owce Z Przeszłością.No i samo śledztwo wywoła w pobliskiej wsi całkiem spore zamieszanie.

Jak i czy sama zagadka znajduje rozwiązanie - tego pisać nie będę. Ale prawdopodobnie kupię tą nową książkę. Chociaż pewnie będzie taka sobie. Chociaż, może nie...

niedziela, 26 grudnia 2010

"Cafe Museum" Robert Makłowicz


Cafe Museum jest książką o jedzeniu, chociaż nie jest książką kucharską; jest książką o podróżach, chociaż nie jest książką podróżniczą, jest również książką o ludziach, narodach i ich historii chociaż nie jest również książką typowo historyczną.
Jest jednocześnie podróżą po świecie i po państwie pod panowaniem jego cesarskiej mości  Austrii, Króla Węgier, Czech, Dalmacji, Chorwacji, Słowenii, Galicji ect. Franciszka Józefa I, i to podróż raczej od strony kuchni, czyli najlepszy sposób na poznanie kraju, ludzi i narodów które wcale od siebie się nie różnią, a jednocześnie różnią się bardziej niż można by sobie wyobrazić. Strasznie długie to ostatnie zdanie mi wyszło, ale to po prostu trzeba przeczytać. Zwłaszcza że książka wydana jest bardzo ładnie, i w dodatku z obrazkami.
Jeśli ktoś nie przepada za programami Roberta Makłowicza to nie powinien sobie tą książką zawracać głowy, przypomina ona nieco wydłużony odcinek programu telewizyjnego choć bez przepisów. Z kolei jeśli ktoś je lubi, to fragmenty książki można wysłuchać w radiowej Trójce, z ładną oprawą muzyczną - jednak uwaga - to jedynie fragmenty - i to tak połączone że można się nie zorientować że czegoś brakuje.

piątek, 3 września 2010

"Z dziennika ślimaka" Gunter Grass

 Dziennik ślimaka - książka którą kupiłem wyłącznie z powodu tytułu. Dlaczego - można się domyślić. "Takie wspominki" jak ktoś powiedział, ale jak dla mnie książka była dobrym uzupełnieniem "Blaszanego bembenka" - jest tu o wiele szersza perspektywa wydarzeń:  dwa przeplatające się wątki - fikcyjna - zafascynowanego ślimakami nauczyciela Ottona, przezwanego wątpiszem obejmująca wydarzenia w Gdańsku i jego okolicach przed rokiem 1939 i w trakcie wojny, oraz aktualna - opisany udział Grassa w kampanii wyborczej  socjaldemokratów w latach siedemdziesiątych.  No i oczywiście ślimak jako symbol postępu i stagnacji jednocześnie.

czwartek, 19 sierpnia 2010

"Factotum" Charles Bukowski

Do pewnego stopnia autobiograficzna książka Bukowskiego, której bohater,  Henry Chinaski zajmuje się w życiu piciem i pisaniem, czyli tym, czemu sam autor również poświęcał wiele uwagi. Plus trochę refleksji o Stanach Zjednoczonych pod koniec II wojny światowej - obserwowany raczej od nie najlepszej strony. Czasami też bym tak chciał - może nie tyle pić, ale mieć większość spraw tam gdzie miał je Chinaski.

środa, 18 sierpnia 2010

Mieszanka wakacyjna

Kilka książek z ostatnich tygodni, więc tytuł nie za bardzo odpowiada zawartości, ale co mi tam..

Ksenia Basztowa Wampir z przypadku - o tym że banda wampirów z samym hrabią Drakulą na czele nie dadzą rady dwóm zdeterminowanym, i przeważnie skacowanym rosyjskim studentom. Całkiem zabawne.


Marcin Wolski Agent z dołu - pracownik agencji reklamowej dowiaduje się że jest potomkiem szatana. Od swojego wuja dostaje kupę kasy i tajemnicze zadanie. Książka przypomina trochę Dobry omen Pratcheta, ale tylko trochę - sam pomysł jest podobny. Za to wykonanie nie podobało mi się tak bardzo, wole wersje w której ludzie mają cokolwiek do powiedzenia.


Aleksandra Marinina Kolacja z zabójcą - pierwsza książka z wakacyjnymi kryminałami Polityki. Tym razem pracownica moskiewskiego policji kryminalnej ma rozwikłać zagadkę morderstwa kryminolożki z instytutu badawczego ministerstwa spraw wewnętrznych. Realistyczne i dość wciągające.
Po raz kolejny przeglądam też jedną z książek Mankela - Mężczyzna który się uśmiechał - jakoś tak podchodzi w drogę.. Udało mi się kupić w Taniej książce zbiór opowiadań Odojewskiego, ale ich czytanie idzie mi jakoś opornie.. ale jak przeczytam, to opiszę.
***
Ryszard Kapuściński Busz Po Polsku. Jedyna książka Kapuścińskiego z reportażami z Polski. Opis Polski lat 50tych, można powiedzieć że z pewną dozą socjalistycznej wrażliwości, nasz piękny kraj ukazany jest od strony ludzi tak biednych, że którym chyba nawet wojna nie była w stanie zniszczyć życia. Robi wrażenie.
Władysław i Janina Szaferowa Kwiaty w naturze i sztuce. O samej książce pisać nie będę, choć jest bardzo ciekawa. Chciałbym umieć tak ciekawe opowiadać o tym czym się zajmuję, jak robią to autorzy tej książki.
***

Fałszywy trop Heninga Mankela - pomysł ciekawy choć nieco naciągany. Pewien indianin morduje i skalpuje dość prominentne osoby. Walander musi się dowiedzieć dlaczego, próbując jednocześnie rozwiązać zagadkę kobiety, która na jego oczach spaliła się na polu rzepaku.


Do kolekcji kryminałów przeczytanych wakacje.. tfu.. w to lato dołączyła kolejna Marinina... tym razem z zeszłorocznego cyklu z Polityki (znaczy się że z promocji). Zabójca mimo woli ma dość zakręconą fabułę  - z grubsza rzecz biorąc - przyrodni brat głównej bohaterki prosi ją żeby sprawdziła jego nową kochankę, ponieważ  gdy odwiedza z nią swoich znajomych niedługo potem giną ich dokumenty. Kamieńska podejmuje prywatne śledztwo, wykorzystując przy okazji swoje znajomości w mafii, oraz pewnego gangstera-lingwistę.

Biała lwica Heninga Mankela w cyklu kryminałów o komisarzu Walanderze jest przed Mężczyzną który się uśmiechał. Na odludziu zostaje zastrzelona agentka nieruchomości, przykładana, religijna kobieta, matka dzieciom itp. Jeden z tropów prowadzi do Republiki Południowej Afryki - gdzie właśnie kończy się okres segregacji rasowej a sytuacja polityczna jest wyjątkowo niestabilna.

sobota, 3 lipca 2010

Wielki Guslar Wita Obcych - Kir Bułyczow

Wielokrotne bliskie spotkania trzeciego stopnia w małym rosyjskim/radzieckim miasteczku, oraz dlaczego dla ziemi nic przełomowego z tego nie wynikło. Humorystyczna fantastyka z przesłaniem - może niezbyt optymistycznym, że z porozumienia między ludźmi a kosmitami może nic nie wyjść - i to paradoksalnie ... jakie mądre słowo ... dlatego, że możemy być do siebie za bardzo podobni. Przyjemna lektura na wakacje.

wtorek, 23 marca 2010

Prowadź swój pług przez kości umarłych

Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o nową książkę Olgi Tokarczuk. Może nawet nie w stosunku do samej książki, która jest całkiem dobra, chodzi raczej o główną bohaterkę, której zdecydowanie nie polubiłem. Może dlatego, że zjadam zwierzątka, nie wierzę w astrologie i nie uważam (wszystkich) myśliwych za morderców strzelających do wszystkiego co się rusza. Chociaż, ta historia w cale nie musi być tak bardzo nie prawdziwa, jak mi się zdaje..
Poprzednie książki Tokarczuk, które czytałem, Bieguni; Dom dzienny, dom nocny nie miały normalnej, jednolitej fabuły, jaka pojawia się w tym wypadku, jednak i tutaj znajduje się wiele wątków pobocznych, drugoplanowych postaci i opisów, które były, przynajmniej dla mnie najlepszym elementem zarówno tych książek.
Główna bohaterka, Janina Duszejko (którą jak wspomniałem, nie do końca polubiłem) mieszka w Kotlinie Kłodzkiej i generalnie lubi zwierzątka. Próbuje im pomagać, spotykając się jedynie z niezrozumieniem i lekceważeniem lokalnych władz, których główną rozrywką jest do tych zwierzątek strzelanie.
Gdy w okolicy zaczynają ginąć ludzie, wysnuwa hipotezę, że jest to zemsta zwierząt za złe traktowanie. Zakończenie całkiem łatwo przewidzieć, nie mniej zdradzać go nie zamierzam..
Nie powiem że ta książka mi się nie podobała, ma całkiem ciekawy klimat, i dużo nawiązań do poezji William Blake'a, jednak jest w niej coś co mi się raczej nie podoba. Ale to tylko moje, całkiem nie ważne, prywatne zdanie...

niedziela, 31 stycznia 2010

Anonim “Księga bez tytułu” /e-book/

Sama w sobie ta książka jest niezwykle głupia.. taki miks popkulturowych motywów - dwójka mnichów tajemniczego zakonu (biegłych w sztukach walk wszelakich), szef mafii, łowca nagród  i kilka innych osób w miasteczku na końcu świata chcą odzyskać klejnot o niezwykłych, magicznych właściwościach. Jednocześnie para policyjnych  detektywów próbuje złapać  seryjnego mordercę Burbon Kida (lub raczej masowego lub hurtowego) który pięć lat temu wybił jedną czwartą mieszkańców. Mamy tu jeszcze kobietę z amnezją i zakochanego w niej barmana, wampiry w dużej ilości oraz łowców wampirów, duużo trupów, przemocy i krwi (i wulgaryzmów). Książka generalnie przypomina trochę "Sprzedawcę broni", ale jest jeszcze bardziej pokręcona. Porównania z filmami Quentina Tarantino i Roberta Rodrigeza - zwłaszcza "Od zmieszchu do świtu", "Desperado" Nie, to nie jest mądra książka, być może papierowej wersji bym nie przebrnął, ale słucha się jej rewelacyjnie. To głównie zasługa lektora, którym jest Artur Barciś.
W sumie lubię takie książki, są wyjątkowo wtórne ale można je czytać, lub słuchać bez większego wysiłku wyszukując przy okazji nawiązań do innych książek czy filmów.

sobota, 30 stycznia 2010

"Sprzedawca broni" Huhg Laurie /audiobook/

Najnowsza książka napisana przez aktora znanego z roli doktora Hausa.. no może nie taka najnowsza bo napisana w 1996 roku  na pewno nie jest arcydziełem. Nie mniej czyta się ją całkiem przyjemnie. Po części jest to parodia thrillerów szpiegowskich Roberta Ludluma.
Były żołnierz, Tomas Lang zostaje wplątany w aferę związaną z próbą zabójstwa amerykańskiego biznesmena, podejrzanego o handel narkotykami. Okazuje się to jedynie przykrywką dla spisku w który zamieszane są zarówno amerykańskie jak i brytyjskie służby specjalne oraz wiele innych postaci, oraz co najmniej trzy dość atrakcyjne kobiety.  Główny bohater, pomimo że dość dobrze wyszkolony, jednak nie jest Jamesem Bondem, który jest w stanie wykaraskać się niemal każdej opresji bez szwanku, posiada za to dość sarkastyczne poczucie humoru, które widać zwłaszcza w  dialogach i dość często pojawiających się, zwłaszcza w pierwszej części książki, dygresjach.
Zakończenie książki być może jest trochę za bardzo przewidywalne zaskakujące, nie mniej jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, przynajmniej jeśli ktoś lubi angielskie poczucie humoru.
Co do samej formy to audiobook zrealizowany całkiem nieźle, lektorem jest Jarosław Rabenda.

niedziela, 10 stycznia 2010

"Lód" Jacek Dukaj

Wreszcie, prawie dwa lata po wydaniu wpadło mi w ręce to opasłe tomiszcze, i nie powiem żebym był całkowicie usatysfakcjonowany, ale pieniędzy wydanych na książkę nie żałuję.
"Lód" Jacka Dukaja jest napisany o wiele mniej skomplikowanym językiem w stosunku chociażby do "Perfekcyjnej niedoskonałości", jest jednak miejscami całkowicie zakręcony - a miejsca ma na to dużo bo książka liczy sobie przeszło 1000 stron (w autobusie tego się raczej czytać nie da).

Ale z rzeczy około książkowych autor opublikował część książki na swojej stronie internetowej w fromacie pdf. Może nie wydaje się to niczym nie zwykłym - jednak w tym wypadku jest to pierwsze 200 stron - czyli cztery pierwsze rozdziały. Jest to dość dobre zagranie, choć niestety jest to chyba najlepsza część całej książki.

Fabuła powieści osadzona jest w dwudziestym wieku, w latach mniej więcej trzydziestych - tu jednak historia potoczyła się inaczej - Pierwsza Wojna Światowa nie wybuchła, zaś rewolucja bolszewicka się nie powiodła - niepodległa Polska nie istnieje, zaś jej tereny nadal znajdują się we władzy Cara. A wszystko spowodowane jest przez uderzenie meteoru tunduskiego, który spowodował pojawienie się Lodu. Główny bohater, zdolny matematyk, Benedykt Gierosławski, syn skazańca zesłanego na Sybir, zostaje zmuszony do odszukania ojca który podobno jest w stanie rozmawiać z Lutymi.

Jak wspomniałem poprzednio książka jest całkiem ciekawa, nawet mimo długich fragmentów dotyczących prawdy. filozofii, logiki itepe... Może z wyjątkiem zakończenia które jest to trochę przegadane.

nowy rok - stary ja!

 Niesamowite, ten blog istnieje już ponad 17 lat. Oczywiście istnieje tylko teoretycznie - po pierwsze primo- prawie nic tu nie piszę, a po ...