sobota, 16 lutego 2013
"Wielki Santini" Conroy Pat
Jedna z książek którą wpadła mi w ręce akurat w momencie gdy była mi potrzebna, podobnie z resztą jak w swoim czasie "Rzeźnia numer pięć" czy "Paragraf 22". Jest to książka o rodzinie pilota wojskowego Bulla "Byka" Meechuma, rodzinie zdominowanej przez apodyktycznego i skłonnego do przemocy ojca. Najbardziej zaznaczona jest relacja pomiędzy ojcem i synem, w której ten pierwszy zachowuje się często mniej dojrzale prowokując do rywalizacji która kończy się niezbyt szczęśliwie (syn namówiony przez ojca fauluje w trakcje zawodów sportowych swojego rywala przez zostaje wyrzucony z drużyny). Z drugiej strony w książce tej, jest dużo humoru, a sam Byk, pomimo że pod pewnymi względami jest skończonym sukinsynem bez wątpienia kocha swoją rodzinę i w kryzysowych sytuacjach potrafi pokazać swoją lepszą stronę. Zakończenie tej książki jest w pewnym sensie smutne, ale nie do końca właściwie tak jak w życiu.
wtorek, 12 lutego 2013
"Antybaśnie" - Marcin Wolski
Zabawa z baśniowymi jest wśród pisarzy związanych z gatunkiem fantasy popularna, pojawia się chociażby w wiedzmińskim cyklu Sapkowskiego czy też, w książce w zbiorze opowiadań "M jak magia" Gaimana. Na tym tle książka Marcina Wolskiego wypada nie najgorzej. Jest to zbiór, a raczej cykl opowiadań których akcja toczy się w baśniowym świeci Armirandy, w czymś w rodzaju równoległego świata do naszej ziemi, do którego można się przedostać do naszego świata o ile oczywiście ktoś zna drogę albo zabłądzi i trafi do niego przypadkiem. W świecie Armirandy rządzą prawa baśni, które mogą sprzyjać lub też nie pojawiającym się bohaterom, a mamy tutaj standardową złą królewnę śnieżkę, smoka który jest miłośnikiem literatury (to zamiast dziewic), kopciuszka- przedstawiciela ludu pracującego; królewnę-nimfomankę na szklanej górze (która jest szklanym dołem ze względu na błąd robotników przy odczytywaniu planów) czyli generalnie seks, przemoc i polityka. Poziom poszczególnych opowiadań bywa różny, ale czyta się to dość przyjemnie oczywiście jeśli komuś odpowiada tego typu humor.
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Hobbit
Niedawno, przynajmniej niedawno w Polsce bo poza jej granicami już ponad miesiąc temu do kin weszła pierwsza część Hobbita. Postanowiłem sobie z tej okazji odświeżyć tą książkę, bo choć w swoim czasie byłem wielkim fanem prozy Tolkiena to tej akurat pozycji nawet nie mam na półce (ktoś chyba porzyczył i nie oddał). Mniejsza z tym, w każdym razie wersja którą dorwałem jest akurat po angielsku i powiem że czyta to się bardzo przyjemnie. Może chodzi o to że mój angielski nie jest zbyt dobry, a ta książka jak by nie było skierowana jest dla dzieci więc język jest stosunkowo prosty. Wydaje mi się że w polskim tłumaczeniu ginie spora część humoru, bo jest to książka bardzo lekka, w odróżnieniu od filmowej wersji, bardziej dopasowanej klimatem do Władcy Pierścieni - co z resztą nawet pokrywa się z intencjami autora - pierwotnie Władca Pierścieni miał być kontynuacją Hobbita, ale trochę to Tolkienowi nie wyszło - i dzięki temu otrzymaliśmy książkę będącą kamieniem milowym dla gatunku a przynajmniej dla jego popularności na świecie.. Ale wracając do tematu - film widziałem i zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie choć jest strasznie (nieco za bardzo długi), tylko obawiam się że ktoś kto po po jego obejrzeniu zechce sięgnąć do książki może się nieco rozczarować, a szkoda bo choć nie ma w niej tyle akcji co w wersji filmowej jest z pewnością bardziej chm.. bajkowa.
wtorek, 17 lipca 2012
"InterŚwiat"
Książka Niela Gaimana i Michaela Reavesa pierwotnie miała być filmem albo serialem, i to niestety widać. Fabuła przypomina nieco pilot serialu, na początku bardzo długie wprowadzenie, potem trochę akcji i zakończenie w niezbyt satysfakcjonującym momencie. Ale jeśli pominąć te niewielkie niedogodności samą książkę przyjemnie się czyta. Jak zwykle w przypadku Gaimana mamy tu nieco fantastyki, grozy wymieszanej z sience-fiction . Mieszkający w niewielkim amerykańskim mieście Joey Harper jest przeciętnym nastolatkiem a jego jedyna niezwykła cecha to kompletny brak orientacji przestrzennej. Joey potrafi zgubić się dosłownie wszędzie, nawet we własnym domu. Pewnego dnia odkrywa że jest w stanie przenosić się do alternatywnych światów, co ściąga na niego niebezpieczeństwo ale jednocześnie umożliwia prażycie niezwykłych przygód.
sobota, 21 stycznia 2012
12% polaków
Podobno jedynie 12% polaków przeczytało w ciągu minionego roku więcej niż siedem książek. Nieco mnie to martwi bo to oznacza że od początku tego roku wypełniłem już normę i nie powinienem już nic czytać bo to może mi zaszkodzić. Ale chyba się nie powstrzymam chociaż postaram się nieco ograniczać.
W porządku chronologicznym w tym roku "www.małpa.pl" Krystyny Jandy - książka-dziennik lub raczej zapis bloga (choć to na jedno wychodzi w dzisiejszych czasach). Zainspirowało mnie to do pisania własnego chm.. pamiętnika? To całkiem niezły pomysł - jeśli za kolejne 10 lat policja z jakiś powodów będzie chciała wiedzieć co robiłem np. 12 stycznia 2012 - a zazwyczaj nie pamiętam co robiłem w poprzednim tygodniu..
Następnie "K-PAX" Gene Bewera - nie różni się tak bardzo od filmu, może wątek rodziny psychiatry Prota jest bardziej rozbudowany. To jedna z pierwszych książek które określiłbym jako pesymistyczne-sf/fantastyka, krytyka społeczeństwa religii i tak dalej..
"Wężomag" Barego Grega, kontynuacja "Koncertu nieskończoności" o którym chciałem napisać nieco wcześniej, ale jakoś mi to nie wyszło, powieść/i o tyle ciekawe że dużą role przedstawionym w nich świecie, równoległym do naszego odgrywa rolę muzyka i poezja, pełniąca w tej rzeczywistości rolę broni. Opisana jest również nieco alternatywna historia ziemi.
"Opowiadanie świata" Ursuli Le Guin było dla mnie pewną niespodzianką bo byłem przekonany że to zbiór opowiadań. Książka z cyklu Hain, czy też ekumeny - wysłanniczka z ziemi trafia na planetę która przypomina nieco Chiny w trakcie rewolucji kulturalnej - jej mieszkańcy niszczą swoją historię w przekonaniu że hamuje ona rozwój społeczeństwa.
"Bolo" Davida Webera - kolejna wersja przyszłości niezbyt optymistyczna, zbiór opowiadań jest o tyle ciekawy że główną role odgrywają tutaj gadające (i inteligentne rzecz jasna) czołgi. Sporą część zbioru wypełnia historia wojny pomiędzy ludźmi a imperium obcych w trakcie której obydwie strony wpadają jednocześnie na rewelacyjny pomysł - jeśli wybijemy ludność kilku planet przeciwnika to na pewno się podda. Można łatwo się domyślić jak to się kończy. Jest to zdecydowanie "militarystyczna" sf. więc jeśli ktoś nie przepada za kilkustronicowymi opisami uzbrojenia to może sobie odpuścić.
"Weterani" - akcja tej książki toczy się w tym samym uniwersum co "Bolo" - grupa ludzi stara się uratować gatunek kolonizując planetę znajdującą się daleko poza obszarem międzygatunkowej wojny. Nie udaje im się jednak uniknąć spotkania z przeciwnikiem. W książce pojawiają się postacie z jednego z opowiadań z "Bolo", jedyni ocalali z bitwy w obronie planety - inteligenty czołg oraz jego dowódca - młoda kobieta.
Na strumieniu światła i Światy Prota - kontynuacja "K-PAX" - po pięciu latach pozostawania w katatoni główny bohater budzi się nadal twierdząc że jest kosmitą. I na dal nie wiadomo czy ma racje.
"Dziedzictwo t.1" - dalszy ciąg opowieści o jeźdźcy smoków, być może cały cykl jest wyjątkowo wtórny, ale mi się podoba. Bo tak.
"Cztery drogi do przebaczenia" Le Guin - tym razem opowiadania, ich akcja toczy się na sąsiadujących planetach, na jednej z nich panuje niewolnictwo, druga zaś jest byłą kolonią która wywalczyła sobie niepodległość, ale nadal nie żyje się na niej łatwo zwłaszcza kobietom. Plus do tego wysłannicy ekumeny choć nie zawsze w roli głównej.
"Pompa numer sześć. Nakręcana dziewczyna" - cykl opowiadań plus jedna mini powieść - akcja toczy się w przyszłości w której wyczerpały się zasoby naturalne, część ziemi pokryła woda a większość ludzkości walczy z śmiertelnymi chorobami oraz ze szkodnikami które zniszczyły niemal wszystkie rośliny uprawne. Pozostały jedynie genetycznie zmodyfikowane uprawy, które znajdują się pod kontrolą kilku firm a łamiący na nie patenty kończą jako kompost.
W porządku chronologicznym w tym roku "www.małpa.pl" Krystyny Jandy - książka-dziennik lub raczej zapis bloga (choć to na jedno wychodzi w dzisiejszych czasach). Zainspirowało mnie to do pisania własnego chm.. pamiętnika? To całkiem niezły pomysł - jeśli za kolejne 10 lat policja z jakiś powodów będzie chciała wiedzieć co robiłem np. 12 stycznia 2012 - a zazwyczaj nie pamiętam co robiłem w poprzednim tygodniu..
Następnie "K-PAX" Gene Bewera - nie różni się tak bardzo od filmu, może wątek rodziny psychiatry Prota jest bardziej rozbudowany. To jedna z pierwszych książek które określiłbym jako pesymistyczne-sf/fantastyka, krytyka społeczeństwa religii i tak dalej..
"Wężomag" Barego Grega, kontynuacja "Koncertu nieskończoności" o którym chciałem napisać nieco wcześniej, ale jakoś mi to nie wyszło, powieść/i o tyle ciekawe że dużą role przedstawionym w nich świecie, równoległym do naszego odgrywa rolę muzyka i poezja, pełniąca w tej rzeczywistości rolę broni. Opisana jest również nieco alternatywna historia ziemi.
"Opowiadanie świata" Ursuli Le Guin było dla mnie pewną niespodzianką bo byłem przekonany że to zbiór opowiadań. Książka z cyklu Hain, czy też ekumeny - wysłanniczka z ziemi trafia na planetę która przypomina nieco Chiny w trakcie rewolucji kulturalnej - jej mieszkańcy niszczą swoją historię w przekonaniu że hamuje ona rozwój społeczeństwa.
"Bolo" Davida Webera - kolejna wersja przyszłości niezbyt optymistyczna, zbiór opowiadań jest o tyle ciekawy że główną role odgrywają tutaj gadające (i inteligentne rzecz jasna) czołgi. Sporą część zbioru wypełnia historia wojny pomiędzy ludźmi a imperium obcych w trakcie której obydwie strony wpadają jednocześnie na rewelacyjny pomysł - jeśli wybijemy ludność kilku planet przeciwnika to na pewno się podda. Można łatwo się domyślić jak to się kończy. Jest to zdecydowanie "militarystyczna" sf. więc jeśli ktoś nie przepada za kilkustronicowymi opisami uzbrojenia to może sobie odpuścić.
"Weterani" - akcja tej książki toczy się w tym samym uniwersum co "Bolo" - grupa ludzi stara się uratować gatunek kolonizując planetę znajdującą się daleko poza obszarem międzygatunkowej wojny. Nie udaje im się jednak uniknąć spotkania z przeciwnikiem. W książce pojawiają się postacie z jednego z opowiadań z "Bolo", jedyni ocalali z bitwy w obronie planety - inteligenty czołg oraz jego dowódca - młoda kobieta.
Na strumieniu światła i Światy Prota - kontynuacja "K-PAX" - po pięciu latach pozostawania w katatoni główny bohater budzi się nadal twierdząc że jest kosmitą. I na dal nie wiadomo czy ma racje.
"Dziedzictwo t.1" - dalszy ciąg opowieści o jeźdźcy smoków, być może cały cykl jest wyjątkowo wtórny, ale mi się podoba. Bo tak.
"Cztery drogi do przebaczenia" Le Guin - tym razem opowiadania, ich akcja toczy się na sąsiadujących planetach, na jednej z nich panuje niewolnictwo, druga zaś jest byłą kolonią która wywalczyła sobie niepodległość, ale nadal nie żyje się na niej łatwo zwłaszcza kobietom. Plus do tego wysłannicy ekumeny choć nie zawsze w roli głównej.
"Pompa numer sześć. Nakręcana dziewczyna" - cykl opowiadań plus jedna mini powieść - akcja toczy się w przyszłości w której wyczerpały się zasoby naturalne, część ziemi pokryła woda a większość ludzkości walczy z śmiertelnymi chorobami oraz ze szkodnikami które zniszczyły niemal wszystkie rośliny uprawne. Pozostały jedynie genetycznie zmodyfikowane uprawy, które znajdują się pod kontrolą kilku firm a łamiący na nie patenty kończą jako kompost.
wtorek, 20 grudnia 2011
"Ogród kości"
O książkach Tess Gerritsen chciałem napisać kilka słów nieco wcześniej ale jakoś nie miałem do tego wystarczającej motywacji. A przeczytałem ostatnio dość dużo kryminałów tej autorki, głównie z cyklu w którym głównymi bohaterkami były lekarz medycyny sądowej Maura Isles, oraz Jane Rizolli, detektyw z Bostońskiej policji, oraz mniejsze lub większe stado seryjnych morderców.
Ogród kości jest nieco inny, może dlatego że trup nie ścieli się tutaj tak gęsto, a może ze względu na czas akcji. Przekopując zachwaszczony ogród w swym nowo kupionym, lecz bardzo starym domu Judlia Hammil natyka się na kości kobiety. Wezwana na miejsce policja odkrywa że została ona zamordowana, jednak nie rozpoczyna poszukiwań ponieważ pochodzą one z połowy XIX wieku więc szansa wykrycia żywego sprawcy jest raczej znikoma. Po pewnym czasie z Hammil kontaktuje się krewny poprzedniej właścicielki domu, twierdząc że ma informacje o tym skąd w ogródku wzięły się zwłoki. Historia ta sięga roku 1830 gdy w bostonie działał seryjny zabójca. O morderstwa został oskarżony ubogi student medycyny ale sprawa, jak się okazuje była znacznie bardziej skomplikowana.
Jedną z ciekawszych stron tej książki jest dość ciekawy, ale również mocno makabryczny opis początków rozwoju współczesnej medycyny w którym duże znaczenie miały doczesne szczątki ludzi, pozyskiwane często w dość niekonwencjonalny sposób, łagodnie rzecz ujmując.
Ogród kości jest nieco inny, może dlatego że trup nie ścieli się tutaj tak gęsto, a może ze względu na czas akcji. Przekopując zachwaszczony ogród w swym nowo kupionym, lecz bardzo starym domu Judlia Hammil natyka się na kości kobiety. Wezwana na miejsce policja odkrywa że została ona zamordowana, jednak nie rozpoczyna poszukiwań ponieważ pochodzą one z połowy XIX wieku więc szansa wykrycia żywego sprawcy jest raczej znikoma. Po pewnym czasie z Hammil kontaktuje się krewny poprzedniej właścicielki domu, twierdząc że ma informacje o tym skąd w ogródku wzięły się zwłoki. Historia ta sięga roku 1830 gdy w bostonie działał seryjny zabójca. O morderstwa został oskarżony ubogi student medycyny ale sprawa, jak się okazuje była znacznie bardziej skomplikowana.
Jedną z ciekawszych stron tej książki jest dość ciekawy, ale również mocno makabryczny opis początków rozwoju współczesnej medycyny w którym duże znaczenie miały doczesne szczątki ludzi, pozyskiwane często w dość niekonwencjonalny sposób, łagodnie rzecz ujmując.
Tego się nie da przeczytać...
Podejrzewam, że każdy nałogowy książkożerca trafił w swoim życiu na kilka pozycji, które za cholerę nie potrafił strawić. Nie chodzi mi tutaj o pozycje tak beznadziejnie napisane, że po odłożeniu na półkę (albo do kosza na śmieci) natychmiast się o nich zapomina. Mam raczej na myśli książki dobre, albo nawet uchodzące za arcydzieła. Powoduje to u mnie niewielką frustrację. Bo może jestem za mało inteligientny żeby je zrozumieć?
Na szczęście nie tylko ja miewam takie problemy. Trafiłem kiedyś w którejś książce Josepha Hellera informacje, że również on nie był w stanie przebrnąć przez "Ulissesa" Jamesa Joyce'a. Z kolei z "Moby Dickiem", no cóż może jestem przesądny ale za każdym razem gdy próbuje go przeczytać ląduje w łóżku z jakąś paskudną chorobą (mam tu na myśli infekcję, nie kobietę.
"Jedzmy, wracajmy" - ten zbiór opowiadań Odojewskiego również nieco mnie męczy,niektóre z opowiadań są na prawdę poruszające ale ten styl mnie dobija, często po przeczytaniu kilku pierwszych słów przeskakiwałem na koniec zdania, nie mogąc znieść tych wszystkich wypełniaczy.
...
Na szczęście nie tylko ja miewam takie problemy. Trafiłem kiedyś w którejś książce Josepha Hellera informacje, że również on nie był w stanie przebrnąć przez "Ulissesa" Jamesa Joyce'a. Z kolei z "Moby Dickiem", no cóż może jestem przesądny ale za każdym razem gdy próbuje go przeczytać ląduje w łóżku z jakąś paskudną chorobą (mam tu na myśli infekcję, nie kobietę.
"Jedzmy, wracajmy" - ten zbiór opowiadań Odojewskiego również nieco mnie męczy,niektóre z opowiadań są na prawdę poruszające ale ten styl mnie dobija, często po przeczytaniu kilku pierwszych słów przeskakiwałem na koniec zdania, nie mogąc znieść tych wszystkich wypełniaczy.
...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
nowy rok - stary ja!
Niesamowite, ten blog istnieje już ponad 17 lat. Oczywiście istnieje tylko teoretycznie - po pierwsze primo- prawie nic tu nie piszę, a po ...