niedziela, 18 stycznia 2026

nowy rok - stary ja!

 Niesamowite, ten blog istnieje już ponad 17 lat. Oczywiście istnieje tylko teoretycznie - po pierwsze primo- prawie nic tu nie piszę, a po drugie primo - siłą rzeczy nikt tu nie zagląda. 

To ostatnie akurat mi się podoba. 

Ostatni rok był kiepski. I to zarówno pod względem czytelniczym jak i wieloma innymi względami. Nowy 2026 - zapowiada się jak dotąd jeszcze lepiej. Za to postanowiłem, przynajmniej częściowo zbojkotować część współczesnych social-mediów. Powody, i to zarówno polityczne jak  i osobiste wydają się dość oczywiste, przynajmniej w tej chwili. Za kilka lat być może tak jasne nie będą. Mam przynajmniej taką nadzieję. 

W każdym razie postaram się wrócić to tej, jakże archaicznej formy komunikacji w Internecie (wiem, wiem, nikt tego nie czyta więc o jakiej komunikacji mówimy - HA!), oczywiście o ile wielkie G nie postanowi utłuc blogera, lub coś innego nie postanowi utłuc wielkie G, lub też coś nie postanowi utłuc mnie co z tych wszystkich opcji jest w tej chwili najbardziej prawdopodobne. 

W każdym razie, postaram się przeczytać w końcu książki które od miesięcy lub lat usiłuje bezskutecznie przeczytać i coś tu o nich napisać. Można powiedzieć że to takie moje postanowienie noworoczne. Zobaczymy czy coś z tego wyniknie. 

Krótka lista niedokończonych pozycji (kolejność przypadkowa):

- "Całkiem zwyczajny kraj"

- "Rozdroże kruków"

- "Serotonina"

- "Topiel"

- "Triumf owiec"

trzymajcie za mnie kciuki moi wirtualni nie-czytelnicy. 


piątek, 27 maja 2022

Trzech panów w łódce - -po raz kolejny

 Czytałem kiedyś już tą książkę i chyba nawet mi się podobała. Teraz przeczytałem ją po raz kolejny i nadal mi się podoba ale już nieco mniej. 

Faktycznie jest to coś w rodzaju dziewiętnastowiecznego przewodnika dla miłośników żeglowania po Tamizie w związku z czym składa się z części anegdotycznej - czyli opisu podróży trzech dżentelmenów łódką wraz z psem oraz "przewodnikową" napisaną nieco za bardzo poetyckim językiem i mniej ciekawą od tej pierwszej. 

Gdy pierwszy raz czytałem tą książkę nie zwróciłem uwagi że wszyscy jej bohaterowie są stosunkowo zamożni - może nie jakość szczególnie bo pewnie gustowaliby wtedy w innych rozrywkach niż pływanie łódką po rzece, a jednak to przedstawiciele czegoś w rodzaju ówczesnej klasy średniej co pewnie nieco ogranicza samego autora i w pewnych miejscach jest dość widoczne. 

Lektura warta odświeżenia choć czy będzie mi się chciało próbować przeczytać ją w oryginale, nie jestem pewien. 

sobota, 27 lutego 2021

"Statystycznie rzecz biorąc" Janina Bąk


 Książka którą chyba każdy przeczytać powinien choć nie każdemu się spodoba, głównie przez styl  który, przypomina nieco styl wiewiórki z ADHD. Takiej która biega jak szalona od tematu do tematu, bo mamy tu jednocześnie tematy stricte związane ze statystyką przeplatane ze wspomnieniami autorki z pracy dydaktycznej na uniwersytecie w Irlandii. Choć,  jako że, wywodzi się z ogólnie pojętej blogosfery (https://janinadaily.com/) może tu nieco tłumaczyć. 

Nie mniej temat jest dość ważki i bardzo aktualny, zwłaszcza że tematy związane z epidemiologią (choć książka napisana została przed tym całym zamieszaniem z COVID) jest poruszany często, podobnie jak kwestie tego jak czytać i interpretować dane statystyczne. I dlaczego sporo osób, nie tylko związanych z mediami i polityką wiadomo lub nie robi to nie prawidłowo. 

środa, 13 stycznia 2021


 Książka, którą jako jedną z niewielu udało mi się ostatnio skończyć czytać, może dlatego że jest to raczej zbiór krótkich opowiadań, esejów, krótkich form (?). Było to dla mnie zarówno ciekawe jak i miejscami trudne do przełknięcia, i to mimo że miałem nieco odczynienia z botaniką i drzewami i to zarówno w teorii jak i w praktyce. Ale nie jestem w stanie powiedzieć czy dla kompletnego laika będzie to strawna lektura. Co za to jestem w stanie powiedzieć? 

Że autorka pasjonuje się tym, co bada w swojej pracy naukowej i tej pasji jej zazdroszczę bo sam chyba nigdy jej nie miałem. 

Że jest to książka w zdumiewającym stopniu poświęcona śmierci i temu, dlaczego dla roślin jest ona niezbędna do życia. 

Że można się z niej dowiedzieć naprawdę wiele o drewnie i tym dlaczego jest ono takie fascynujące. Podobnie z resztą jak mchy i pokrzywy. I włoski dyni. 

I że chciałem obejrzeć film  autorki książki ale kompletnie o tym zapomniałem do do tej chwili :) 



 




piątek, 7 kwietnia 2017

Coś się kończy, coś zaczyna

Właśnie zdałem sobie sprawę, że piszę tego bloga już prawie osiem lat. W tym czasie kilka razy zmieniałem platformę, z wordpressa na blogspott i z powrotem, nie udało mi się zdobyć żadnego czytelnika (choć to ostatnie akurat było w planach) a teraz, dodatkowo zmieniłem nazwę bloga z winniczka na bardziej pasujące bo związane z pastwiskiem.

Co nasunęło mi na myśl zbiór opowiadań napisanych przez Sapkowskiego, który ostatnio próbowałem przeczytać, choć nawet nie miałem go w rękach - "Coś się kończy, coś zaczyna". Właściwie, przeczytałem z niego tylko tytułowe opowiadanie, "W leju po bombie" i "Doskonałe popołudnie" - to ostatnie było w innym zbiorze opowiadań na temat kotów.

"Coś się końćzy..." jest opowiadaniem stanowiącym podsumowanie sagi wiedzmińskiej.. choć napisanym nie na poważnie lecz najprawdopodobniej dla żartu, jego wątkiem przewodnim jest ślub Geralda i Jenefer co jest pretekstem do zgromadzenia w jednym miejscu niemal wszystkich najciekawszych postaci, zarówno z sagi jak i poprzedzających jej opowiadań.

"W leju po bombie" rewelacyjna wariacja na temat najnowszej chistorii, polski.. wersja alternatywna w której trawa wojna o Białystok między siłami Polski, Niemiec i Litwy i wielu innych jest cudownie absurdalna, a zarazem w pewnym stopniu nawet nie tak bardzo oddalona od obecnej rzeczywistości na wschodzie Ukrainy, w Syrii i wielu innych miejscach na ziemi.

"Doskonale popołudnie" z kolei jest wariacją na temat Alicji w krainie czarów.

Pozostałych opowiadań nie czytałem ale może kiedyś wpadną mi w ręce.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Miesiąc pozytywnego myślenia

Niemal miesiąc temu temu podjąłem postanowienie, że na Facebooku będę publikować tylko pozytywne posty i komentarze. Postanowienia, jak to zazwyczaj bywa w przypadku postanowień, nie udało się zrealizować ale ten eksperyment pozwolił mi na wyciągnięcie ciekawych wniosków. 

Oczywiście są to wnioski ciekawe wyłącznie dla mnie. 

Po pierwsze... w porównaniu z poprzednim miesiącem liczba postów zmniejszyła się o 75%. Liczba postów pozytywnych, pozostała mniej więcej bez zmian, podobnie jak postów które określiłbym jako.. hm.. neutralne. Za to wpisy nacechowane negatywnie wynosiły miesiąc temu około 63%. Teraz, jest ich zaledwie 1/3.  
Podobne zasady starałem się zachować w innych swoich twarzoksiążkowych interakcjach, zwłaszcza w komentarzach. Efektem było zmniejszenie liczby komentarzy... w większości tych złośliwych i lekko trolujących. Oczywiście nadal zauważam głupotę innych ludzi oraz to, że często starają się nią dzielić z innymi ale chyba udało mi się zrozumieć, że ...

środa, 9 marca 2016

Nic zwyczajnego

Książkę "Nic zwyczajnego" o Wisławie Szymborskiej, napisaną przez jej wieloletniego sekretarza Michała Rusinka czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Lecz ciężko z niej coś bardzo konkretnego zapamiętać, jako że składa się praktycznie głównie z anegdot.

Słowo anegdota jest z resztą kluczowe dla tej książki, sama poetka gdy nie chciała odpowiadać na zbyt intymne pytania dziennikarzy uciekała się do anegdoty a ze światem zewnętrznym komunikowała się za pomocą wierszy.

 Nie znaczy to że była odludkiem, według Rusinka miała niezwykłą zdolność do "zaprzyjaźniania się", choć jej grono prawdziwych przyjaciół było bardzo wąskie, i wraz z kolejnymi latami (a książka obejmuje czas od przyznania Szymborskiej nagrody nobla do jej śmierci) z powodów czysto biologicznych grono to robiło się coraz węższe.

Do jej znajomych należeli jednak ludzie niezwykli, Herbert, Miłosz, Eco. Krąg osób z którymi była w pewien sposób związana, choć nigdy osobiście się z nimi nie spotkała też był intrygujący i zawierający zarówno Woodego Allena jak Andrzeja Gołotę.

Książka też, podobnie jak sama poetka pełna nieco ironicznego humoru, lecz bez sarkazmu i zgorzknienia, mimo tego, że reakcja na jej nagrodzenie w śród niektórych rodaków, zwłaszcza tych nazywających się "prawdziwymi polakami" nie zawsze była pozytywna.


Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale tez nic lepszego nie ma na mogile
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy.
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę.

sobota, 21 czerwca 2014

Yippie-Ki-Yay!

Wreszcie się udało.. po niemal dwóch latach jestem w stanie regulować jasność matrycy laptopa za pomocą klawiszy funkcyjnych w laptopie Toshiby. Mam nadzieje że nie przestanie to działać po jakiejś aktualizacji.

Bardzo mnie to denerwowało, próbowałem ten problem ominąć za pomocą różnych programów np. f.lux - ale to rozwiązanie nie zawsze działało a ostatnio program zaczął zajmować 50% mocy procesora. Rozwiązań alternatywnych polegających na aktualizacji biosu nie ryzykowałem, komputer jest co prawda dość stary, ale nadal wiernie mi służy.

Ostatnio trafiłem na nieco inny program WildGuppy, który reguluje jasność matrycy dzięki odczytowi natężenia światła z kamery w laptopie. Całkiem zabawny ale co mnie bardziej ucieszyło to to, że ma on również możliwość ręcznego ustawienia jasności - dzięki pakietowi xbacklight.

To mnie natchnęło - skoro da się to ustawić w programie to dlaczego nie miało by działać dzięki klawiszom funkcyjnym? Sprawdziłem komendy - działało. Ale do zabawy potrzebny był również program do edycji skrótów klawiaturowych - w tym wypadku był to Xbindkeys, który trzeba było dodać do autostartu. Potem poszło już dość łatwo - uruchomienie programu (Alt + F2) xbindkeys-config, dodanie odpowiedniego skrótu oraz odpowiedniej komendy - i tu pojawił się problem, bo obniżenie jasności działało a nazad - już nie za bardzo. Rozwiązanie tego problemu znalazłem na http://askubuntu.com i ustawiając komendy odpowiednio:

brightness up => xbacklight -steps 1 -inc 20 brightness down => xbacklight -steps 1 -dec 20

piątek, 7 marca 2014

czemu nie użyjesz OpenOffice?


Na forach czy stronach internetowych poświęconych pingwinom można spotkać wiele irytujących osób , w tym ewangelistów wolnego oprogramowania, którzy na pytanie związane np. z uruchomieniem programów z pakietu ms office potraktują cię formułką „możesz przecież użyć Open/LibreOffice”. Szkoda tracić czas na tłumaczenie takim jednostkom że owszem – znasz OpenOffice, lubisz OpenOffice i używasz OpenOffice – ale czasami nie wystarcza, zwłaszcza gdy współpracuje się z ludźmi, którzy posługują się wyłącznie pakietem Microsoftu.

Na szczęście Office 2007 całkiem sprawnie działa pod wine, pojawiają się jednak czasami niespodzianki takie jak nie uruchamiający się PowerPoint. Rozwiązanie tego problemu okazało się banalne choć znalezienie go na odpowiednim forum zajęło mi sporo czasu. Wystarczyło wejść do ustawień wine – na SparkyLinux musiałem do tego zainstalować pakiet q4wine zawierający winecfg i w zakładce 'bibioteki' dodać nową regułę dla bibioteki riched20 – ustawiając parametr 'tylko natywna (Windows)'. O co chodzi nie wiem, grunt że metoda działa.

Właśnie się zorientowałem że metoda ta działa również na inny błąd pojawiający się w trakcie uruchamiania office - brak wyświetlania podpisów pod wykresami. 


czwartek, 27 lutego 2014

Internet z aero2 w linuksie - wvdial

Aero2 dla mniej wymagających jest bardzo dobrym rozwiązaniem, chociaż w linuxie działa to w sposób dość irytujący - połączenie za pomocą network-menagera rozłącza się po godzinie a modem trzeba wyjąć z portu usb i wsadzić nazad - inaczej nie zadziała. Rozwiązaniem tego problemu jest użycie programu wvdial który dodatkowo potrafi sam wznawiać połączenie. Jedyny problem to to że przynajmniej w debianie z lxde nie ma on żadnej graficznej nakładki więc trzeba dłubać w konsoli.

Metoda zastosowana tutaj pochodzi z dwóch źródeł - http://dug.net.pl/ oraz http://netbit73.blogspot.com/ i przynajmniej u mnie w 64 bitowym sparky linuxie z lxde i moim modemem (Huwaei 1752C) działa bez problemu

Najpierw trzeba zainstalować program wvdial, ja użyłem do tego synaptica bo w konsoli dłubać nie lubie jeśli nie muszę. Następnie trzeba wyedytować plik konfiguracyjny: 
su (hasło roota)
leafpad /etc/wvdial.conf
Wiem, wiem można użyć nano zamiast leafpada - ale mnie się nie chce. Usuwamy wszystko co znajduje się w pliku i wklejamy np.

[Dialer Defaults]
Modem Type = USB Modem
Modem=/dev/ttyUSB0
Phone = *99#
Username=;                                           
Init1 = ATH                                             
Init2 = ATZ                                              
;Init3 = ATQ0 V1 E1 S0=0 &C1 &D2 +FCLASS=0             
APN=darmowy                                              
Carrier Check = no                                     
Dial Command = ATD                          
Stupid Mode = 1                                    
Auto DNS = 1                                        
Password =;                                          
Baud = 460800

No i teraz najmniej przyjemne - żeby odpalić program trzeba w konsoli z prawami administracyjnymi uruchomić polecenie  

 wvdial
 Z tym że wtedy nie można zamknąć emulatora konsoli, aby mieć taką możliwość trzeba wpisać
pon.wvdial

Aby włączyć oraz
poff.wvdial
 Żeby wyłączyć modem. Próbowałem zrobić aktywator na pulpicie aby uruchamiać to polecenie bez otwierania konsoli ale jakoś na razie mi nie wychodzi.




sobota, 23 listopada 2013

Firefox Nightly 64 bit na SparkyLinux

Sparky to Debian a Debian to brak 'normalnego' Firefoxa. Oczywiście można go jakoś zainstalować ale nie jest dostępny domyślnie w repozytorium. Jako że na netbooku samsunga potrzebuje przeglądarki niezbyt zasobożernej to do tej pory korzystałem z Midori, ale nie wiadomo dlaczego nie działa w niej sprawdzanie polskiej pisowni. 

Ostatnio usłyszałem o pojawieniu się w wersji testowej 64 bitowego Firefoxa. Informacje jak go zainstalować w Debianie z LXDE można znaleźć na http://tutorialforlinux.com/2012/10/01/howto-install-firefoxnightly-linuxdebian/

Wrażenia? Jest znacznie szybszy i prawie o połowę mniej zasobożerny jeśli chodzi o pamięć w porównaniu do Iceweasel (oparte na Firefoxie 32 bitowym). 
Stabilność nie najgorsza, ale czasami się wysypuje (wersja testowa ma swoje prawa). Najbardziej boli brak sprawdzania polskiej pisowni oraz nowy interfejs - australis - na dużym ekranie jeszcze jakoś to wygląda ale na małym... 


Debian - SpakryLinux z LXDE po pewnym czasie - czy powinienem odczekać to co co napisałem?

Już od jakiegoś czasu używam Sparkylinux i z tej perspektywy powinienem (częściowo) cofnąć to co napisałem w poprzednim wpisie. 

Co możliwości 'wyklikania' sobie ustawień nie można powiedzieć że coś takiego nie istnieje, choć w wielu przypadkach te graficzne ustawienia są tylko prostą nakładką na konsole np. Sparky APTus - program pozwalający na ściągnięcie i zainstalowanie aktualizacji - po wybraniu określonej opcji uruchamia się okienko z emulatorem konsoli. Brak mi możliwości wybrania aktualizacji części pakietów (korzystam z internetu mobilnego, jest oczywiście Synaptic ale ja tego nie lubić)

Sparky APTus - umożliwia aktualizacje systemu, ale chyba łatwiej skorzystać z konsoli.


Jeśli chodzi o zmienianie ustawień systemu w interfejsie graficznym to konstruujący tą dystrybucję wykorzystali Sparky Center, które grupuje programy rozsiane w różnych częściach menu panelu LXDE - to o tyle wygodne że w odpowiedniku microsoftowego 'menu start' te opcje są rozdzielone pomiędzy kategorie 'preferencje' i 'ustawienia systemowe' co powoduje, że trudno się w tym wszystkim połapać. Niestety, część narzędzi do klikania nie do końca działa tak jak trzeba (albo nie umiem ich użyć poprawnie) np. dodawanie nowych użytkowników, część opcji opisana jest w języku angielskim. Z przyjemniejszych rzeczy - jeśli ktoś używa monitora systemowego Conky to w SparkyLinux znajduje się Conky Menager - w sumie prosty skrypt ale umożliwia edycję conky config  oraz włączenie i wyłączenie programu bez znajomości poleceń w konsoli.


SparkyLinux Center - wszystkie ustawienia w jednym miejscu
Modyfikacja wyglądu systemu jest łatwa, oczywiście gdy już najdziemy odpowiednie miejsce - tutaj uwaga - te same ustawienia mogą być w kilku miejscach np. w 'Preferencjach wyglądu' i 'Openbox configuration panel'
Co do obsługi peryferiów to podłączenie dodatkowego zewnętrznego monitora do mojego netbooka okazało się bardzo proste, może nie tak proste jak w przypadku win7 ale było możliwe regulacja rozdzielczości umożliwiała modyfikacja ustawień w preferencje > ustawienia wyświetlania. To o tyle istotne, że nadal nie udało mi się rozwiązać kwestii regulacji podświetlenia matrycy, ale za to kilka sposobów które próbowałem zastosować, m.in. doinstalowanie pakietu samsung-tools spowodowało, że udało mi się przypadkiem wyłączyć matrycę (WTF?) - zewnętrzny monitor bardzo się wtedy przydał.

Preferencje wyświetlania - to akurat działa z marszu

Laserowa drukarka samsunga działa, ale jej uruchomienie wymagało dociągnięcia sterowników z repozytorium SULDR. Stary skaner canona, który posiadam z programem obecnym w repozytorium (Proste skanowanie) nie chciał współpracować (mimo że był wykrywany), na szczęście zadziałało ściągnięcie programu XSane. 

Czyli bardziej na plus czy minus? Ciągle korzystam więc raczej plus. Testowałem co prawda na tym sprzęcie Lubuntu 13.10 ale główny problem - czyli brak regulacji jasności matrycy tam też występuje - choć przynajmniej tam coś pojawia po wciśnięciu odpowiednich klawiszy. Jak się okazało Lubuntu jest również nieco bardziej zasobożerne, za to Sparky po aktualizacji jądra do 3.11 chodzi jak rakieta. Jenak nadal uważam dla osób całkowicie zielonych moim zdaniem jest znacznie bezpieczniejszym wyjściem.
-------------------------------
Błędy w tym wpisie mogą wynikać a) z późnej pory b) tego że w przeglądarcę, którą używam czyli Midori nie działa moduł sprawdzania pisowni - nie wiem czemu bo powinien. 

środa, 6 listopada 2013

Dlaczego używam (L)ubuntu

Bo można zrobić sobie naprawdę  słitaśny pulpit i tyle...

LXDE + ubuntu 12.04
LXDE + Sparkylinux


Kwestia gustu
Każdemu podoba się coś innego, to samo można również odnieść do systemów operacyjnych i ich środowisk graficznych czy jakkolwiek to się nazywa. Zawsze ceniłem w dystrybucjach linuksowych duże możliwości modyfikacji wyglądu pulpitu (choć rzadko z tego korzystałem) oraz możliwość osiągania ciekawych efektów przy niskim obciążeniu procesora i pamięci ram. W przypadku Ubuntu, które używałem przez ostatnie kilka lat to już niestety przeszłość. Domyślne środowisko, unity jest co prawda ładne i całkiem funkcjonalne ale zmienić tam sobie można co najwyżej tapetę. Dlatego od jakiegoś czasu używam LXDE, które na moim pulpicie w tej chwili przypomina nieco Gnome2. Nie mniej jako że pod spodem siedzi Ubuntu z unity oraz kilka innych środowisk które nieopatrznie kiedyś zainstalowałem.


Powrót do przeszłości
Nauczony doświadczeniem postanowiłem na netbooku samsunga zainstalować debiana, a że w kwestiach konfiguracji zbyt mocny nie jestem zbyt mocny wybrałem SparkyLinux - dystrybucję opartą o Debiana w wersji testing. 

System działa bardzo dobrze, przynajmniej większa jego część, ale po drodze napotkałem kilka problemów które przypomniały mi Ubuntu i to jak wyglądało przed pięciu laty. Można powiedzieć że doceniłem to wszystko co Ubuntu wprowadziło od idiotoodpornego instalatora który zadaje znacznie mniej pytań niż w trakcie instalacji Sparky, poprzez wiele ułatwień takich jak centrum oprogramowania czy graficzne konfiguratory ale też rzeczy dość podstawowe jak w przypadku karty sieciowej - sparky co prawda zainstalował firmware karty sieciowej ale nie dociągnął kilku niezbędnych do działania pakietów, znalezienie rozwiązania zajęło mi sporo czasu (choć znajdowało się na https://wiki.debian.org), pojawiły się problemy z touchpadem - co prawda działał ale nie można było zaznaczać przez uderzenie w powierzchnie -  rozwiązane  znalazłem dzięki pomocy ludzi z forum forum linuxiarze.pl, problemy z regulacją jasności matrycy których do tej pory nie udało mi się rozwiązać, brak działania większości klawiszy funkcyjnych.
Dość irytujący jest również problem z wtyczką flash w iceweasel (debianowy odpowiednik Firefoxa), co prawda w zainstalowanej przezemnie dystrybucji plugin flasha był już zainstalowany to przeglądarka go wogóle nie wykryła - po ponownym zainstalowaniu przez synaptic plugin się pojawił ale nie działa poprawnie na niektórych stronach - co jest o tyle dziwne że inne przeglądarki takie jak Chrome czy Midori nie mają z tym najmniejszego problemu.

Było warto?
Skoro tak marudzę to właściwie dlaczego wogóle używam linuxa/sparkiego na tym komputerze? Jak już wspomniałem jest to netbook i to taki z 1 giga ramu i jednordzeniowmym procesorem Intel-atom. Windows7 na tym sprzęcie, hm.. działa ale w tej chwili nie za bardzo wydajnie. Z kolei Sparky z LXDE na starcie zajmuje jedynie 1/4 dostępnego ramu (win7 około 70-80%) i jest zdecydowanie bardziej żwawy. Poza tym windows strasznie mnie wkurza.
Nie zainstalowałem na tym komputerze ubuntu (nawet wersji z LXDE) ponieważ nie jest to w tej chwili system operacyjny, który działałby rewelacyjnie na mniej wydajnych maszynach, a poza tym z Ubuntu zdarzyły mi się niemiłe przygody ze sterowaniem wentylatora w laptopie toshiby co powodowało przegrzewanie się laptopa.

Ogólnie rzecz ujmując, jak na łatwego Debiana to bez wiedzy, którą miałem do tej pory i dostępu do internetu raczej bym sobie nie poradził, choć za pewne jest to w głównej mierze wina sprzętu. Dla osoby kompletnie zielonej a nie posiadającyej zbyt mocnego sprzętu lepszym rozwiązaniem było by chyba jednak lubuntu. 




poniedziałek, 4 listopada 2013

Pije bo lubie

Jak każdy polak lubię wypić ale jednocześnie nie lubię wydawać na to zbyt dużo pieniędzy. Jednocześnie nie lubię być pijany co powoduje że z gamy dostępnych trunków wybieram raczej piwo i wino. Z tym ostatnim jest pewien problem, wybór   rynku jest już całkiem duży ale ceny rzadko mają cokolwiek wspólnego z jakością wina, dlatego strony na których można znaleźć recenzje win z różnych półek cenowych są dla mnie nieocenioną pomocą. Do tej kategorii zalicza się strona winicjatywa.pl -korzystam głównie z recenzji win supermarketowych i dyskontowych.
Z nieco bardziej alternatywnych alkoholi czasami spożywam mody pitne - najczęściej pochodzące z Pasieki Jaros - całkiem dobre i dość łatwo dostępne np. w sklepach winestory.

poniedziałek, 14 października 2013

Usuwanie karp przy pomocy grzybów

Usunięcie karpy po ścięciu drzewa czasami sprawia problem - wymaga wiele wysiłku, istnieje ryzyko uszkodzenia infrastruktury no i oczywiście coś z tą karpą należy potem zrobić. Istnieje jednak łatwiejsza metoda - zastosowanie grzybów rozkładających drewno. W internecie można znaleźć konkretne preparaty stosowane w tym celu zawierające gatunki takie jak żylak olbrzymi   Phlebiopsis gigantea gatunek nad którym badania prowadził Instytut Badawczy Leśnictwa. Preparat zawierający grzybnie P. gigantea produkowany jest przez Wytwórnię Grzybni i Biopreparatów mgr inż. Piotr Poszwalda. 
P. gigantea jest gatunkiem który kolonizuje głównie drewno drzew iglastych takich jak chociażby świerk czy sosna, i jako gatunek konkurencyjny do innych, bardziej agresywnych grzybów stosowany jest jako środek ochrony roślin, głównie w lasach. Według niektórych źródeł gatunek ten może kolonizować również drewno roślin liściastych >>> link (ANG)

Alternatywą jest wykorzystanie grzybni boczniaka ostrygowatego Pleurotus ostreatus w przypadku którego uzyskamy jednocześnie jadalne i smaczne owocniki. Informacje jak stosować grzybnie boczniaka do usuwania karp można znaleźć między innymi >> tutaj.
 W odróżnieniu od żylaka, boczniak ostrygowaty preferuje drewno gatunków liściastych takich jak wierzba, topola oraz drzewa owocowe. W uprawie amatorskiej stosuje się również odpowiednio przygotowane i przycięte kloce drewna >> link
 Grzybnie boczniaka, która jest sprzedawana w postaci ziarniaków zbóż zainfekowanych tym gatunkiem lub koreczków które łatwo wsunąć w pień drzewa można kupić na prawdę w wielu miejscach, również na allegro. Ja osobiście polecałbym gospodarstwo ogrodnicze państwa Rusieckich, wielokrotnie zamawiałem grzybnie z tego źródła i zawsze była dobrej jakości.

Zazwyczaj w produkcji towarowej jak i amatorskiej owocników boczniaka ostrygowatego wykorzystuje się odpowiednio przygotowaną słomę zbóż, nie jest to nic skomplikowanego ale wymaga spełnienia pewnych warunków - odpowiedniej temperatury, wilgotności i dostępu niewielkiej ilości światła. Można również kupić gotowe baloty słomy i postawić je w chłodnym zacienionym miejscu - a po kilku tygodniach możemy zbierać owocniki.

Dodatkowe informacje na temat produkcji owocników boczniaka można w niżej wymienionych książkach - nie ma tam jednak zbyt wiele informacji na temat uprawy na drewnie.
  • M. Gapiński, W. Woźniak., M. Ziąbra 2001: Boczniak. Technologia uprawy i przetważania. PWRiL Poznań
  • M. Ziąbra 2005. Boczniak (wydanie II uzupełnione). wyd. Hortpress


 

piątek, 30 sierpnia 2013

Nie mam motywacji by pisać o motywacji..

Prokrastynacja, to jest to czym się w tej chwili zajmuje. Czyli robię porządek z linkami w przeglądarce internetowej. Niektóre warto zachować, większość nie. Ale te które warto będą tutaj.
  • metoda 5why czyli jak rozwiązywać problemy jak Sherlock
Tutaj książki o sporcie ale bardzo powiązane
  • Łukasz Grass  "Trzy mądre małpy"
  • Haruki Murakami "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu"

    wtorek, 26 lutego 2013

    'The Long Earth' /Długa ziemia - Terry Prattchett i Stephen Baxter

    Pomysł jest może nie do końca oryginalny ale dość ciekawy. Szeregowy Pecy zamiast po bożemu zostać rozerwany przez eksplozje budzi się na miękkiej trawie otoczony przez śpiewające ptaki i wbrew pozorom nie jest martwy. Kilkadzisiąt lat później ktoś publikuje w sieci schemat prostego urządzenia o dość niezwykłych właściwościach. Pierwszymi którzy go budują i testują są dzieci które zaczynają znikać, na szczęście jeden z dzieciaków Joshua Valiente, sierota wychowany przez dość mało ortodoksyjne zakonnice zachowuje trzeźwość umysłu. Kilkanaście lat później świat wygląda zupełnie inaczej.
    Odkrycie paralelnych do naszej ziemi planet oraz łatwego sposobu przeskakiwania pomiędzy kolejnymi alternatywnymi wszechświatami spowodowało wyludnienie ziemi, kryzys gospodarczy i społeczny. Z drugiej jednak strony umożliwiło dużej grupie ludzi wędrówkę w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia, inne Ziemie różnią się od tej pierwszej głównie brakiem ludzi. Są na nich jednak inne istoty które do tej pory uznawane były za postacie z mitologii lub bajek.  Na takim tle rozgrywa się akcja jednej z nowszych powieści Pratchetta i Baxtera.  Głównym wątkiem jest podróż Joshui, oraz Tybetańczyka (przynajmniej w pewnym sensie) Losbanga do końca znanych wszechświatów aby dowiedzieć się co jest na końcu (skojarzenie z Odyseją Kosmiczną wydaje się całkiem uprawnione). Jest również wiele wątków pobocznych historia grupy kolonizatorów wyruszających "na dziki zachód", wynalazcy urządzenia, policjantki która próbuje ogarnąć ten cały bałagan. Sama koncepcja jak już wspomniałem jest całkiem ciekawa, do do wykonania, to chm.. miejscami jest to trochę nudne, zwłaszcza motyw podróży Losbanga i Joshui - trochę na zasadzie, przypomina mi się scena z Rejsu w której Maklakiewicz obserwuje brzeg Wisły - kura, krowa, o droga - chyba na Ostrołękę (las, las, pustynia, lodowa pustynia, o dinozaury!). Mogłem jednak nie zrozumieć sporej części tekstu - to w sumie druga książka którą czytam w oryginale - może przetłumaczona wydała by mi się ciekawsza. Jest jednak na tyle ciekawa że z chęcią przeczytam kontynuację która na rynku pojawi się prawdopodobnie w tym roku.


    nowy rok - stary ja!

     Niesamowite, ten blog istnieje już ponad 17 lat. Oczywiście istnieje tylko teoretycznie - po pierwsze primo- prawie nic tu nie piszę, a po ...