piątek, 30 sierpnia 2013

Nie mam motywacji by pisać o motywacji..

Prokrastynacja, to jest to czym się w tej chwili zajmuje. Czyli robię porządek z linkami w przeglądarce internetowej. Niektóre warto zachować, większość nie. Ale te które warto będą tutaj.
  • metoda 5why czyli jak rozwiązywać problemy jak Sherlock
Tutaj książki o sporcie ale bardzo powiązane
  • Łukasz Grass  "Trzy mądre małpy"
  • Haruki Murakami "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu"

    wtorek, 26 lutego 2013

    'The Long Earth' /Długa ziemia - Terry Prattchett i Stephen Baxter

    Pomysł jest może nie do końca oryginalny ale dość ciekawy. Szeregowy Pecy zamiast po bożemu zostać rozerwany przez eksplozje budzi się na miękkiej trawie otoczony przez śpiewające ptaki i wbrew pozorom nie jest martwy. Kilkadzisiąt lat później ktoś publikuje w sieci schemat prostego urządzenia o dość niezwykłych właściwościach. Pierwszymi którzy go budują i testują są dzieci które zaczynają znikać, na szczęście jeden z dzieciaków Joshua Valiente, sierota wychowany przez dość mało ortodoksyjne zakonnice zachowuje trzeźwość umysłu. Kilkanaście lat później świat wygląda zupełnie inaczej.
    Odkrycie paralelnych do naszej ziemi planet oraz łatwego sposobu przeskakiwania pomiędzy kolejnymi alternatywnymi wszechświatami spowodowało wyludnienie ziemi, kryzys gospodarczy i społeczny. Z drugiej jednak strony umożliwiło dużej grupie ludzi wędrówkę w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia, inne Ziemie różnią się od tej pierwszej głównie brakiem ludzi. Są na nich jednak inne istoty które do tej pory uznawane były za postacie z mitologii lub bajek.  Na takim tle rozgrywa się akcja jednej z nowszych powieści Pratchetta i Baxtera.  Głównym wątkiem jest podróż Joshui, oraz Tybetańczyka (przynajmniej w pewnym sensie) Losbanga do końca znanych wszechświatów aby dowiedzieć się co jest na końcu (skojarzenie z Odyseją Kosmiczną wydaje się całkiem uprawnione). Jest również wiele wątków pobocznych historia grupy kolonizatorów wyruszających "na dziki zachód", wynalazcy urządzenia, policjantki która próbuje ogarnąć ten cały bałagan. Sama koncepcja jak już wspomniałem jest całkiem ciekawa, do do wykonania, to chm.. miejscami jest to trochę nudne, zwłaszcza motyw podróży Losbanga i Joshui - trochę na zasadzie, przypomina mi się scena z Rejsu w której Maklakiewicz obserwuje brzeg Wisły - kura, krowa, o droga - chyba na Ostrołękę (las, las, pustynia, lodowa pustynia, o dinozaury!). Mogłem jednak nie zrozumieć sporej części tekstu - to w sumie druga książka którą czytam w oryginale - może przetłumaczona wydała by mi się ciekawsza. Jest jednak na tyle ciekawa że z chęcią przeczytam kontynuację która na rynku pojawi się prawdopodobnie w tym roku.


    piątek, 22 lutego 2013

    Jak czytać panie premierze?

    Pytanie w jaki sposób czytać książki jeszcze kilka lat temu nie miało by wielkiego sensu. Urządzenia umożliwiające odtworzenie elektronicznych wersji były duże, drogie i szkodliwe dla wzroku. W tej chwili dzięki pojawieniu się technologii E ink sytuacja zmieniła się diametralnie i jedyną barierą, poza pieniędzmi aby zrezygnować z papierowych wersji książek jest przyzwyczajenie.



    Nie mam nic do książek papierowych, powiem więcej - uważam że w pewnych wypadkach ta forma jest ciągle najlepsza, chociażby w sytuacji gdy jakiś tekst nie jest czytany od początku do końca ale często "skacze się" po rozdziałach, jak w przypadku podręczników. Pewnie w takim wypadku znacznie lepszym rozwiązaniem był by tablet, ale ekrany w tabletach znacznie bardziej męczą wzrok.
    Przewagę czytników nad papierowymi książkami widać zwłaszcza gdy czyta się w niezbyt komfortowych warunkach, na przykład w komunikacji miejskiej. Podróżowanie z urządzeniem wielkości zeszytu jest znacznie wygodniejsze niż z opasłym tomiszczem, takim jak na przykład "Lód" Dukaja, a czytnik znacznie łatwiej chwycić jedną ręką. Już nie wspominam o sytuacji, gdy lecimy gdzieś samolotem. Jeśli ktoś podróżuje często samochodem to audiobooki może są lepszym rozwiązaniem, ich przesłuchanie zajmuje jednak o wiele dłużej niż przeczytanie książki, w dodatku jeśli nie ma się dobrych słuchawek to słuchanie ich w starym wagonie metra czasami nie jest wykonalne.

    Jednym z moich marzeń jest posiadanie we własnym oddzielnego pomieszczenia na bibliotekę. Żeby te nieszczęsne książki nie pałętały się po całym domu, i jeszcze zamknięte szczelne regały z przeszklonymi szybami żeby nie trzeba było ich ciągle odkurzać. Ale niestety rzeczywistość jest nieco inna, bo jak napisał Pratchett, nigdy nie ma wystarczająco dużo miejsca na półkach. Na półkach u mnie w domu zabrakło tego miejsca już jakiś czas temu a że nie mam na razie zbyt dużych szans na powiększenie przestrzeni życiowej czytnik książek okazał się prawdziwym wybawieniem. Dzięki niemu mogłem pozbyć się książek do których zaglądałem bardzo rzadko a pozostawić na półkach moje ulubione.

    Czytnik który kupiłem był jednym z tańszych na rynku, pomimo nobliwej marki 'Prestigio', okazał się jednak zadziwiająco dobry oraz trwały - zaliczył już dwumetrowy zakończony lądowaniem 'na twarz' na betonie, pomimo pewnych otarć wystarczyło powpychać niektóre części do środka, a jedyną która odmówiła posłuszeństwa były słuchawki, co pozostawiło mnie w nieutulonym żalu bo również były fajne a nigdzie takich kupić nie mogę.
    Zakup czytnika pozwolił mi na pozbycie się niektórych papierowych książek i pozostawienie tylko tych które lubię i do których dość często wracam. Urządzenie, bez karty pamięci pozwala przechować kilka tysięcy książek a bez ładowania można przeczytać 2-3. Jedyne co mnie irytuje to sposób ładowania - do zestawu dołączony był jedynie kabel usb - według instrukcji ładowanie powinno trwać około 4 godziny. Zdecydowanie przydała by się jakaś ładowarka.

    Ten wpis zainspirowany był wieloma obrazkami pojawiającymi się w internecie sugerującymi że książki papierowe są o wiele lepsze niż elektroniczne. Jakie jest moje zdanie w tej kwestii - myślę że widać, ale muszę poruszyć kilka kwestii które przy korzystaniu z elektronicznych książek są wyjątkowo irytujące. Bardziej dotyczy to jednak polskiego rynku książki niż samych czytników. Po pierwsze primo - w Polsce wiele pozycji trudno kupić w wersji elektronicznej. Doprowadziło to do pojawienia się w internecie "piractwa" książkowego - książki zeskanowane i przeniesione do elektronicznej wersji dzięki programom do rozpoznawania tekstu. W dodatku wydawcy i dystrybutorzy często wolą wydać pieniądze na prawników aby usunąć nie do końca legalne kopie z internetu niż sami zająć się wydaniem takowego, dystrybutorzy z kolei biorąc przykład z psa ogrodnika pozywają się wzajemnie do sądu żeby uniemożliwić wejście na rynek konkurencji, deklarując że w prowadzą sami taką usługę... kiedyś...  może... jak im się będzie opłacać.   Gdy jakimś cudem uda nam się znaleźć książkę którą szukamy pojawia się kwestia ceny - VAT na ebooki wynosi prawie czterokrotność VATu na książki papierowe, więc pomimo że koszty druku, transportu czy przechowywania są o wiele mniejsze za książkę elektroniczną często trzeba zapłacić więcej niż za papierową. I to za wersje wyposażoną dodatkowo w DRM, co w mojej wersji czytnika praktycznie uniemożliwia korzystanie z takiej oferty (oprogramowanie w nowszych czytnikach Prestigio jest już do tego dostosowane). To chyba Sapkowski, albo może Dukaj w jednym ze swoich wywiadów powiedział że jeśli ludzie nauczą się języka angielskiego to polskie wydawnictwa, zwłaszcza te koncentrujące się na książkach tłumaczonych mogą dość szybko upaść. W wypadku e-booków jest to chyba jeszcze bardziej prawdopodobne, ale skoro sprzedający nie są zainteresowani pieniędzmi klientów to jest to tylko i wyłącznie ich problem.

    sobota, 16 lutego 2013

    "Wielki Santini" Conroy Pat

    Jedna z książek którą wpadła mi w ręce akurat w momencie gdy była mi potrzebna, podobnie z resztą jak w swoim czasie "Rzeźnia numer pięć" czy "Paragraf 22". Jest to książka o rodzinie pilota wojskowego Bulla "Byka" Meechuma, rodzinie zdominowanej przez apodyktycznego i skłonnego do przemocy ojca. Najbardziej zaznaczona jest relacja pomiędzy ojcem i synem, w której ten pierwszy zachowuje się często mniej dojrzale prowokując do rywalizacji która kończy się niezbyt szczęśliwie (syn namówiony przez ojca fauluje w trakcje zawodów sportowych swojego rywala przez zostaje wyrzucony z drużyny). Z drugiej strony w książce tej, jest dużo humoru, a sam Byk, pomimo że pod pewnymi względami jest skończonym sukinsynem bez wątpienia kocha swoją rodzinę i w kryzysowych sytuacjach potrafi pokazać swoją lepszą stronę. Zakończenie tej książki jest w pewnym sensie smutne, ale nie do końca właściwie tak jak w życiu.

    wtorek, 12 lutego 2013

    "Antybaśnie" - Marcin Wolski

    Zabawa z baśniowymi jest wśród pisarzy związanych z gatunkiem fantasy popularna, pojawia się chociażby w wiedzmińskim cyklu Sapkowskiego czy też, w książce w zbiorze opowiadań "M jak magia" Gaimana. Na tym tle książka Marcina Wolskiego wypada nie najgorzej. Jest to zbiór, a raczej cykl opowiadań których akcja toczy się w baśniowym świeci Armirandy, w czymś w rodzaju równoległego świata do naszej ziemi, do którego można się przedostać do naszego świata o ile oczywiście ktoś zna drogę albo zabłądzi i trafi do niego przypadkiem. W świecie Armirandy rządzą prawa baśni, które mogą sprzyjać lub też nie pojawiającym się bohaterom, a mamy tutaj standardową złą królewnę śnieżkę, smoka który jest miłośnikiem literatury (to zamiast dziewic), kopciuszka- przedstawiciela ludu pracującego; królewnę-nimfomankę na szklanej górze (która jest szklanym dołem ze względu na błąd robotników przy odczytywaniu planów) czyli generalnie seks, przemoc i polityka. Poziom poszczególnych opowiadań bywa różny, ale czyta się to dość przyjemnie oczywiście jeśli komuś odpowiada tego typu humor.

    poniedziałek, 7 stycznia 2013

    Hobbit

    Niedawno, przynajmniej niedawno w Polsce bo poza jej granicami już ponad miesiąc temu do kin weszła pierwsza część Hobbita. Postanowiłem sobie z tej okazji odświeżyć tą książkę, bo choć w swoim czasie byłem wielkim fanem prozy Tolkiena to tej akurat pozycji nawet nie mam na półce (ktoś chyba porzyczył i nie oddał). Mniejsza z tym, w każdym razie wersja którą dorwałem jest akurat po angielsku i powiem że czyta to się bardzo przyjemnie. Może chodzi o to że mój angielski nie jest zbyt dobry, a ta książka jak by nie było skierowana jest dla dzieci więc język jest stosunkowo prosty. Wydaje mi się że w polskim tłumaczeniu ginie spora część humoru, bo jest to książka bardzo lekka, w odróżnieniu od filmowej wersji, bardziej dopasowanej klimatem do Władcy Pierścieni - co z resztą nawet pokrywa się z intencjami autora - pierwotnie Władca Pierścieni miał być kontynuacją Hobbita, ale trochę to Tolkienowi nie wyszło - i dzięki temu otrzymaliśmy książkę będącą kamieniem milowym dla gatunku a przynajmniej dla jego popularności na świecie.. Ale wracając do tematu - film widziałem i zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie choć jest strasznie (nieco za bardzo długi), tylko obawiam się że ktoś kto po po jego obejrzeniu zechce sięgnąć do książki może się nieco rozczarować, a szkoda bo choć nie ma w niej tyle akcji co w wersji filmowej jest z pewnością bardziej chm.. bajkowa.

    wtorek, 17 lipca 2012

    "InterŚwiat"

    Książka Niela Gaimana i Michaela Reavesa pierwotnie miała być filmem albo serialem, i to niestety widać. Fabuła przypomina nieco pilot serialu, na początku bardzo długie wprowadzenie, potem trochę akcji i zakończenie w niezbyt satysfakcjonującym momencie. Ale jeśli pominąć te niewielkie niedogodności samą książkę przyjemnie się czyta. Jak zwykle w przypadku Gaimana mamy tu nieco fantastyki, grozy wymieszanej z sience-fiction . Mieszkający w niewielkim amerykańskim mieście Joey Harper jest przeciętnym nastolatkiem a jego jedyna niezwykła cecha to kompletny brak orientacji przestrzennej. Joey potrafi zgubić się dosłownie wszędzie, nawet we własnym domu. Pewnego dnia odkrywa że jest w stanie przenosić się do alternatywnych światów, co ściąga na niego niebezpieczeństwo ale jednocześnie umożliwia prażycie niezwykłych przygód.

    nowy rok - stary ja!

     Niesamowite, ten blog istnieje już ponad 17 lat. Oczywiście istnieje tylko teoretycznie - po pierwsze primo- prawie nic tu nie piszę, a po ...