Nie wiedzieć czemu czytam ostatnio książki z gatunku pamiętników, wspomnień, dzienników i tym podobne. Nie ma w tym jakiegoś głębszego namysłu, chociaż może.
Książka Dehnela również można do tej kategorii zaliczyć, chociaż jest to o tyle nie typowe, że dotyczą historii opowiadanych przez jego babcię, napisane nie jako "w zastępstwie", ponieważ sama zainteresowana ukończonej książki nigdy nie widziała, a nawet jeśli to już nie była w stanie jej zrozumieć. A życie miała wyjątkowo barwne, podobnie jak rodzinę z resztą, o czym może świadczyć fakt że do czwartego roku życia nikomu nie przyszło do głowy nadać jej imienia - zamiast tego krewni wołali na nią 'lala'.
Stylem przypomina to trochę eseje Cherberta.
W każdym razie, warto przeczytać.
środa, 11 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
nowy rok - stary ja!
Niesamowite, ten blog istnieje już ponad 17 lat. Oczywiście istnieje tylko teoretycznie - po pierwsze primo- prawie nic tu nie piszę, a po ...
-
Książka ponoć autobiograficzna. Nie wiem na ile rzeczywiście oparta jest na faktach ale robi wrażenie. Natrafiłem kiedyś na odcinek serialu,...
-
Ponieważ mam aktualnie trochę więcej czasu postanowiłem napisać tutaj o kilku mniej lub bardziej ciekawych rzeczach, głównie o książkach. N...
-
Kolejna książka Niela Gaimana, w której przenicowuje, czy też wykorzystuje popularne w kulturze masowej tropy tworząc dość lekką choć jed...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz